Szukaj:Słowo(a): małżeństwa Sakrament jako

No ... wchodząc na grupy trzeba przestrzegać zasad
A wogóle co to za dźwięk, jaka przysięga , jakieś pykanie tylko słychać.
Wytnij to wszystko i już
AdamCCS



dźwięk z komórki (czasem w odbiorniku tv słychać)
przypuszczam ze Pan młody miał włączoną z wyłączonym dzwonkiem
a przysięga podczas sakramentu małżeństwa w kościele
dałem tylko ten fragment z nieszczęsną komórką
między słowami  to sobie wytnę, gorzej w trakcie samego słowa,

Pozdrówka


Czy powodem rozwodu bez porozumienia stron moze byc tylko zdrada?
Moj maz przez 5 lat malzenstwa mial straszne dlugi, ktore ja
splacalam
poniewaz on nigdy nie pracowal...czy to starczy do udowodnienia winy
jesli
posiadam dokumenty potwierdzajace ten stan?
I jaki moze byc koszt takiej sprawy..lacznie z adwokatem?
Monia



Małżeństwo powstaje przez zawarcie umowy małżeńskiej, czyli przez
nieodwołalną zgodę obojga małżonków, w której oddają się oni sobie i
przyjmują wzajemnie. Całkowitej wierności małżonków, a także
nierozerwalnej jedności węzła małżeńskiego pomagają zarówno szczególna
wspólnota mężczyzny i kobiety, jak i dobro dzieci. Aby to jaśniej
wyrazić i uczynić łatwiejszym, Chrystus Pan podniósł do godności
sakramentu umowę małżeńską nierozerwalną jak jego zaślubiny z
Kościołem.
Niech więc małżonkowie chrześcijańscy starają się żywić i umacniać
swoje małżeństwo miłością niepodzielną, która wypływa z Boskiego
źródła miłości, ażeby łącząc sprawy boskie z ludzkimi, w doli i
niedoli dochować sobie wierności duszą i ciałem.


| Nie chodzi o humor. Tylko o zaczepianie na środku ulicy.

I jeszcze jedno. Pare lat temu jeszcze jako student w Lodzi mialem okazje
spedzac jedne Juwenalia w ksiezej sutannie (przebraniu!). Udzielalem roznych
sakramentow (glownie sluby), zbieralem na ofiare, wchodzilem do platnych
klubow za friko. Rozumiem, ze mam sie cieszyc, ze nie spotkalem na swojej
drodze kolegow A. Lewandowskiego i M. Murana? Bo tak na wszelki wypadek by
mnie zgodnie sprali, bo ja sie co prawda dobrze bawie, ale od takiej zabawy
to juz do zlodziejstwa i oszustwa niedaleko?



witam

chyba Cie troche ponioslo. ja tez chodzilem przebrany za rozne osoby a
sposob w jaki mnie zaczepili nie podobal mi sie. Zreszta chyba nie tylko
mnie bo pozniej zaczepili jakies malzenstwo z malym dzieckiem a dzieciak
sie po prostu rozplakal. W stosunku do mnie byli namoli - moze wtedy
byli bardziej potrzebujacy albo cos takiego ;)

sciskam

maciej

I bardzo dobrze że trzeba. Bo to sakrament - akt wiary a nie hop-siup.



a idea chrztu to niby jaka jest, a jednak jest hop-siup :)

Jesli potrezbujesz bierzmowania do kolejnego sakramentu - małżeństwa -
to masz alterntywę: ślub cywilny.



nieprawda, jak najbardziej moze wziac slub koscielny i nie ma tu najmniejszego
problemu, moze nawet nie byc ochrzczony, co wiecej, moze byc zydem czy innym
muzulmaninem

Ech.. - nieodmiennie mnie dziwi jak
ludzi akt wiary jakim jest w chrześcijaństwie sakrament, chcą
sprowadzić do mechanicznej czynności bo uważają że to "ładnie" albo
"wypada".



kosciol sam do tego doprowadza, wiec co sie dziwisz, wystarczy liznac troche
historii



| UDANY ZWIAZEK TO TRWANIE PRZY SOBIE W ZLYCH I WSPANIALYCH CHWILACH
| to pokonywanie trudnosci na rzecz milosci

| Dokladnie. I papierek nie ma nic do tego. Jesli ludzie trwaja przy
sobie
| ze
| wzgledu na papierek to ich milosc jest gie warta. Jesli trwaja przy
sobie
| mimo ze nie musza - to jest cos.

| Wiec jaka milosc jest bardziej wartosciowa i wynika w wiekszej mierze
z
| tego, ze oni sie kochaja - pary ktora jest ze soba powiedzmy do konca
| zycia
| z papierkiem, czy bez papierka?

| --
| przepraszam ja mam poprostu swoje zdanie
| i na pewno w duzej mierze to kwestia wychowania bo patrzac przez x lat
na
| szczescie moich rodzicow marzy mi sie przezyc cos tak wspanialego jak im

Myslisz ze powodem ich szczescia jest:
a. malzenstwo
b. fakt ze sa razem.. ?



a. malzenstwo
a dlatego ze spotkalo ich tyle przeciwnosci ze moze by nie byli razem bo
bylo za ciezko ale badz co badz byli razem zlaczeni sakramentem
a jak udalo im sie te trudnosci przezwyciezyc to zrozumieli ze ich wiele
laczy i ze sie bardzo kochaja po dzis dzien
pewnie nikt tego nie zrozumie bo ja juz nie mam sily tlumaczyc
ale czlowieka trzeba czasami do czegos troszke zmusic zeby zrozumial ze to
dla niego naprawde wazne
i ze nie zawsze pojscie na latwizne jest dobrym wyjsciem
bo to co zdobyte trudem i ciezka praca i bardziej ceni



Dopiero będą jazdy jak oboje z czystym sumieniem (swoim sumieniem!) będą mogli oddać się sobie w całości.


A jaka jest różnica, czy dwoje ludzi pierwszy raz spróbuje seksu przed ślubem i już zawsze będą sobie wierni, chajtną się i będą żyć długo i szczęśliwie, czy zachowają tą uciechę aż do nocy poślubnej? Czystość fizyczna i sumienia zachowana, więc dlaczego skłaniać się ku wykreowanej przez kościół zasadzie życia w zgodzie z bogiem, czyli wstrzemięźliwości cielesnej aż do sakramentu małżeństwa?! Takie religijne widzi-mi-się...

antykoncepcja to pierwszy schodek..
kaplanstwo kobiet,,drugi schodek..
celibat ksiezy..trzeci schodek..



Zajęcie się osobami rozwiedzionymi - czwarty schodek.
Sama jak już pisałam żyję od 28 lat w udanym związku bez sakramentów, ponieważ mój mąż miał wcześniej żonę. Małżeństwo trwało krotko, pobrali się bardzo wcześnie, zapewne obydwoje wtedy jeszcze do tego nie dorośli.

I na prawdę nie chcę odchodzić od kościoła, ale a takim stanie prawnym jaki jest obecnie to kościół mnie od siebie odpycha.
Na pewno nie Pan Bóg, ale kościół, tak to przynajmniej odbieram.
Ale to wcale nie znaczy, że to co jest napisane w tych kolorowych gazetkach jest prawdą (zazwyczaj są to tzw. półprawdy, które najtrudniej zdementować, bo to "walka z wiatrakami", a etykietka i tak zostaje). Poza tym jeśli już im wierzyć, to oni mają już podobno dwoje dzieci w odstępie 3-4 miesięcy.



Ślub wziął w Kościele- sakrament był i już i nieważne z kim i jaka ciąża, chyba że chcesz zakwestionować ważność sakramentu małżeństwa.
A że jest z tą kobietą, z którą śpiewa związany to akurat wiem nie z gazet, tylko od wspólnej znajomej mojej i jej, więc akurat gazety nie mają tu nic do rzeczy, bo też nie bardzo je czytam.

Co innego rozliczanie przez Boga, a co innego dawanie fałszywego świadectwa i sprowadzanie innych na manowce. I akurat uważam, że chrześcijanie powinni jasno określić swoje stanowisko. Zło trzeba nazywać po imieniu. I nie mówię tu o piosence tylko o trwaniu w grzechu. Zło jest złem, chyba nie zaprzeczysz?
A w Boga może i wierzy, szatan też wierzy i co z tego?

Tylko ile w tym wszystkim jest Boga, a ile mnie (czyli Wiśniewskiego) chyba więcej mnie, bo gdy żyje w grzechu raczej nie jestem synem światłości i Bóg ma do mnie trudny dostęp ze swoimi łaskami. A chrześcijanie powinni protestować przeciwko wykorzystywaniu Boga do swoich celów. Zatem PROTESTUJĘ.

A miłość do Boga poświadcza się życiem i swoimi świadomymi wyborami, a nie publicznym śpiewaniem CUDZYCH piosenek. Miłość współweseli się z prawdą.

A to czy lubię Wiśniewskiego czy nie, nie ma tu nic do rzeczy. Pan Jezus mimo, ze lubił św. Piotra powiedział mu kiedyś "zejdź mi z oczu szatanie".
Ślub wziął w Kościele- sakrament był i już i nieważne z kim i jaka ciąża, chyba że chcesz zakwestionować ważność sakramentu małżeństwa.
A że jest z tą kobietą, z którą śpiewa związany to akurat wiem nie z gazet, tylko od wspólnej znajomej mojej i jej, więc akurat gazety nie mają tu nic do rzeczy, bo też nie bardzo je czytam.



No właśnie nie kwestionuję. A to czy jest, to wiem akurat z bardziej wiarygodnego źródła aniżeli znajoma znajomej, czy jakoś tak.
"Może być kapusta i śledź, ale to formę musi mieć" - tak mawiał mój wykładowca z liturgiki. Zapytaj swojego, skąd wytrzasnął ten wiatyk po przyjęciu dwóch komunii tego dnia. Czy poprzednia (choćby tylko jedna) nie wystarcza do zbawienia umierającego?
Pozwolę sobie powtórnie zacytować dokument przytoczony przez szumi:
(Immensae caritatis z 1973 r.) potwierdzony został antyczny zwyczaj funkcjonujący w Kościele, zgodnie z którym: "zezwala się wiernym na przystępowanie do Stołu Pańskiego jedynie raz w ciągu dnia: jest to norma, jaka nie może być przekraczana jedynie z powodu czystej pobożności". Dokument ten dopuszczał jednak pewne wyjątki od wspomnianej reguły, jak na przykład w wypadku sakramentu małżeństwa, ślubów zakonnych, duszpasterskiej wizyty biskupiej...
Dotyczy to DRUGIEJ Komunii, a zatem - jak bardzo należałoby obwarować trzecią?
Z tego co wiem, w myśl prawa kanonicznego, takie małżeństwo jest sakramentem tylko dla strony wierzącej. Druga strona więc nie wchodzi w żaden układ. Z szacunku dla partnera pozwala, aby ich związek był zgodny z jej światopoglądem, ale z szacunku dla siebie nie powinna raczej przyjmować innych racji. Chociaż w sumie wysłuchać zawsze można. Ale "można" nie znaczy "trzeba"

Moment. W jaki sposób chcesz uszanować/zaakceptować zgodność ze światopoglądem w tak istotnej sferze życia, nie chcąc nawet wysłuchać, na czym ma ona polegać?

Proszę nie odbiegać od tematu, w wolnej chwili postaram się temat oczyścić z OT.
a.k.78, może się jednak najpierw trochę podszkol. To nie jest temat tej dyskusji, więc nie będę rozwijać, tylko sygnał: Jezus był (i jest) kapłanem!!!! Może na początek przeczytaj list do Hebrajczyków na ten temat. Dalej - może zapoznaj się z nauczaniem katolickim na temat sakramentu małżeństwa - kto jest szafarzem i jaka jest rola księdza. No i wreszcie ten seks jako grzech... Masz strasznie wymieszane...
A kto mówi, że po ślubie już jest zawsze wszystko OK ?

Sakrament małżeństwo to tylko absolutna podstawa, żeby nasze zbliżenie nie było sprzeczne z jego celem zamierzonym przez Boga (bo skoro w tym zbliżeniu się ODDAJĘ, to podstawą jest pełna decyzja oddania całego życia).

Do tego dochodzi ogromna łaska i siła, jaką Bóg daje poprzez sakrament.

Bo przecież w małżeństwie też można wyrządzać sobie krzywdę! Też można się UŻYWAĆ :-///
Czystość przedmałżeńska to tylko przygotowanie do czystości małżeńskiej - tej która prowadzi do prawdziwego piękna w zbliżeniu i zjednoczeniu dwóch osób.

Po co więc zamykać przed sobą to wszystko nieczystością jeszcze przed ślubem?
Katolicki sakrament małżeństwa nie zapewnia automatycznie trwałości i szczęścia w małżeństwie!


Nic. NIC nie zapewni trwałości i szczęścia komukolwiek w czymkolwiek automatycznie.
Nie ma takiej mocy, takich zaklęć, które sprawiłyby że szczęście trwałoby "automatycznie".
Miłość małżeńska jest taka, jaką ją małżonkowie uczynią. Może być trwała i dobra, gdy się o nią dba i ciągle "podkarmia". Ale to żaden automatyzm. To wysiłek i praca.
Brak praktyki w zdradzaniu kogoś komu się przysięgało wierność nie jest chyba złą rzeczą.

problem polega na tym Sl@o, że do tanga trzeba dwojga już tłumaczę:
do Kościoła chcę wrócić nie ci którzy zdradzają, kłamią, oszukują i rozbijają małżeństwo, są psychicznie niezdolni do bycia żoną/mężem - gdyby chcieli trwać w kościele nie dopuściliby do rozpadu związku małżeńskiego, do Kościoła chcą wrócić/pozostać w nim właśnie ofiary takich małżeństw, ci którzy wypruwali z siebie żyły po to by małżeństwo trwało, ci którzy dawali się poniżać w imię świętości sakramentu.

I dlatego irytuje mnie ten mentorski ton Twoich Sl@o wypowiedzi - to co robisz jest metodą dołowania i nauczania z wyżyn swej dokonałości tylko swoje nauki kierujesz nie do tych do których powinieneś. Ludzie którzy należą do duszpasterstwa związków niesakramentalnych DOSKONALE WIEDZĄ JAKA JEST ICH SYTUACJA, mało tego - często w spoób autodestrukcyjny obwiniają się w całości za jej powstanie.
A jak dziecko 8 letnie weźmie ślub z 80-cio latkiem to też nie ma nic do rzeczy??...


nie sądzisz że przykład jest ździebko drastyczny? i nieco oderwany od rzeczywistości,co? 8letnie dziecko na pewno nie było jeszcze bierzmowane, a istnieje pewna kolejność sakramentów, czyż nie?
Poza tym, jaki sens ma zawieranie małżeństwa, jeśli z góry możesz sobie założyć, że za 20 lat, jak żona będzie już pomarszczona, powiesz że nie zrozumiałeś,wszystko nieważne... i już możesz mieć młodą pannę? Ludzieee...
Anuś..tylko, że w rozmwie, w słowach można udzielić dokładnie takiej odpowiedzi jakiej ktoś od nas oczekuje, nawet jeśli to dla nas tylko puste dźwięki..

Może warto byłoby wydłużyć czas obowiązkowego przygotowania przed Sakramentem Małzeństwa???
My z Marcinem chodziliśmy do dominikanów na półroczny kurs, tzw. "Wieczory dla zakochanych", gdzie poza wykładem/ świadectwem były też warsztaty. Polegały na zadaniach, które trzeba było wykonać w parach. To już dawało jakiś pogląd, rzucało światło na związek: czy ludzie naprawdę się znają (także od tej trudej strony) czy mają wspólny system wartości, jak rozumieją odpowiedzialność, jak rozumieją istotę małżeństwa. skoro zamierzają zawrzeć SAKRAMENT to jaką rolę w ich życiu i w ich małżeństwie pełni Bóg..

Oczywiście nie ma gwarancji, że nawet po takim kursie, w małżeństwie nie pojawią się problemy: np. zdrada albo kryzys.
Ale przynajmniej dużo zrobiono, by nawet jeśli się pojawią rozwiązywać to rozumnie, a nie na zasadzie "róbta co chceta"..

Jakimś pomysłem byloby też przesunięcie wieku, od którego można sakrament zawierać..
Naprawdę 18latki i 21latkowie to obecnie na ogół zupełne dzieci. Z nie tylko moich obserwacji wynika, że kobiety dojrzewają do małżeństwa (do zrozumienia w/w kwestii) gdzieś tak ok.25-26 roku życia, a faceci w okolicy 30stki..
Nie wiem, czy to dobra rada, ale skoro Twój G. już wie o wszystkim, widział was i w ogóle, to jak dla mnie ślub i tak jest już przekreślony.... Bo nawet gdybyś teoretycznie zapomniała o tamtym X, przestała się z nim spotykać a G. ci wybaczył, to sytuacja nie uspokoiłaby się do sierpnia, po prostu to za mało czasu Ja nie wyobrażam sobie w tym momencie przysięgać przed Bogiem i ludźmi miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej, skoro nadal w pamięci mielibyście to zdarzenie... To przeczy w moim odczuciu prawdziwości sakramentu. Twój G. mógłby nie wierzyć w Twoją przysięgę, a to jeden z najgorszych początków małżeństwa, jaki umiem sobie wyobrazić
Nie jest wykluczone, że uczucie do pana X minie, przecież na początku chyba każdy ma takie "objawy" a potem różnie bywa, nie każde zakochanie kończy się ślubem "i żyli długo i szczęśliwie". Ale wydaje mi się, że do sierpnia jest zbyt mało czasu, abyś się mogła przekonać, jak będzie. Tym bardziej że z G. jesteś już tak długo...
Sytuacja jest bardzo trudna, ale o tym sama wiesz. Szkoda że pan X nie umie się określić, może to jakoś by Ci pomogło...
Pozatym istnieje 7 sakramentow swietych i chyba kazdy wie ze 6 mowi o kaplanstwie a 7o malzenstwie!!!!!!!!!! Wiec z tego wynika ze jest mozliwe zrezygnowanie z kaplanstwa. chyba jakies braki z katechezy ... nie mozna łączyć kapłaństwa i małżeństwa... nie mozna przyjąć obu tych sakramentów... i wierz mi: NIE JEST MOŻLIWA rezygnacja z kapłaństwa!!

Piszesz ze ''rzucenie'' kaplanstwa to grzech ale istnieje cos takiego jak SPOWIEDZ ! i co z tego .. jaki związek? ---> 5 warunków dobrej spowiedzi! jeden z nich mówi o pragnieniu poprawy(czyli zerwaniu z grzechem) a inny o zadośćuczynieniu Panu Bogu i bliźniemu!!
Jak więc po spowiedzi wrócić do domu 'rodzinneg' i dalej żyć z kobietą będąc kapłanem(skoro przyjęło sie świecenia to jest się kapłanem już na całe zycie ..a nie az do rezygnacji)

lol ... uderzyła mnie Twoja wypowiedz
zgoda Szymek....a teraz rozważmy jeszcze kwestie,co w chwili, gdy związek małżeński został przez Kościół unieważniony? z takiego punktu widzenie teoretycznie nie ma sakramentu, taka osoba może ponownie wejść w inny związek małżeński więc czy tym samym może być kapłanem? dla niego Bóg może być wszystkimk co ma, może byc jego przestrzenia i powietrzem. przeciez ksiadz to tylko człowiek to nie Bóg ani nadczłowiek i takze moze ulec pokusie, może się upodlić... a czy bez żadnych oporów tego nie mozesz wiedzieć nawet z bezpośredniej relacji. i tu tez się zgodzę a nawiązując do tematu o sakramentach-> sa kraje,w których kapłani mają żony , mają rodziny.I wtedy kolejność jaką wymieniłaś lady21 może jedynie sugerować,że najpierw oddają się Bogu, a potem zakładają rodziny[kapłaństwo, małżeństwo]-ale to nie oznacza jak juz ktoś zauważył,że z małżeństwa można zrezygnować dla kapłąństwa
jacy sami, samotni ?

a wiecie co mówi Chrystus ? że czuje się bardzo osamotniony, dzień i noc lampka świeci Mu na ołtarzu i kwiaty różne, ale czuje się osamotniony bo nikt Go nieodwiedza.
Nieraz sie ludzie jacyś zjawią, odmówią byle jak modlitwe i idą sobie...
nikt nie zwraca uwagi, że to jest sam prawdziwy Bóg w Tym Najświętszym Sakramencie.

A ksiądz nierozumiem jak może pisać, że jest sam ...

czyż Jezus nie powiedział "oto JA JESTEM z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata"

a te komentarz typu - ja jestem sama z wyboru - co to ma być, co za brednie ...

Bóg powołuje każdego do stanu jaki Mu się spodoba i daje wszelkie łaski, do wypełnienia jego powołania i życia w świętości...
kiedyś jak ktoś zmarł nie mając rodziny, to go żałowano, ale od czasów Chrystusa - w chrześcijaństwie zaczęto doceniać "singlów" - w Piśmie Świętym czytamy o wyższości dziewictwa nad małżeństwem, bo żyjąc samemu wtedy bardziej skupiamy się na Bogu i głoszeniu Ewangelii...

jeśli podejmujecie decyzje, żeby być sami to jak możecie nazywać się chrześcijanami ?
człowiek sam z siebie niczego nie może, a z Bogiem może wszystko
"wszystko chcę czynić dla Ciebi" - mawiał św. Wincenty Pallotti - "Prowadź mnie i kieruj według Twego nieskończonego Miłosierdzia"

a teraz otwórz Pismo Święte i czytaj - List do Rzymian 7, 4-6
jednak ta "co łaska" tez kosztuje.


Jeśli nie wiesz, to narzeczeni według bodaj Prawa Kanonicznego (jeśli się myle nich mnie ksiądz poprawi) mogą jak najbardziej ubiegać o ceremonię ślubną nie odpłatnie. Bo to nie sakrament kosztuje(!), wszystkie sakramenty otrzymujemy darmo, ale kosztuje światło, wynajęcie organisty, wynajęcie jakiegoś chórku, załatwienie dywanu, kwiatów i wszelakich ozdób. I za to płacisz, a nie za sakarment małżeństwa! Jeśli ich nie stać, to niech biorą ślub taki na jaki ich stać: bez wymyślnych dekoracji, dywanów, nie wiem jakiej oprawy muzycznej! Bo nie to się liczy, a sakarament A jak chcesz sobie zorganizować wystawną ceremonię, to można zbierać i całe życie i w ogóle do tego ślubu w końcu może nie dojść. Więc niech się ludzie zastanowią, co sią dla nich liczy: sakrament czy pięknie udekorowany kościół!
Denerwuje mnie takie marudzenie, że nie wezmą ślubu bo nie mają forsy. Da się wziąć ślub i bez forsy jeśli narzeczonym naprawdę zależy na sakramencie. Jeśli ważniejsze jest dla nich to czy wesele będzie wystawne, czy kościół w wypasiony sposób udekrowany, czy pojadą do ślubu limuzyną czy polonezem, to radziłabym się poważnie zastanowić nad sensem tego ślubu.
Ad Tomasz 32
Przepraszam, że się uniosłam, ale ostatnio spotykam się z taką nagonką w swoim otoczeniu jeśli chodzi o zasady w KrK, a z drugiej strony z takim bezmyślnym powtarzaniem plotek i zabobonów, że reaguję momentami za mocno. Przepraszam jeszcze raz

Nie gniewaj się, proszę

Przez patologiczną niedojrazałość mam na myśli stan choroby, czegoś w rodzaju upośledzenia emocjonalnego. Chodzi o osoby, które nie mogą być nigdy do końca świadome konsekwencji związku małżeńskiego i wypływających z sakramentu obowiązków- nigdy więc nie będą w stanie w pełni podołać małżeństwu.

To może być np. efekt upośledzenia umysłowego, albo błędy wychowawcze, np. znam takiego faceta, którego mamusia tak wychowała, że w żaden sposób nie może bez niej żyć. "Dlatego opuści mężczyzna ojca swego i matkę swoją(...)" - on nie był w stanie tego wypełnić. Mamusię pytał nawet o kolor koszuli, jaką powinien kupić ...

-----

Będę wdzięczna jakiemuś kapłanowi za ewentualną korektę, bo mogę się mylić w tym, co napisałam, jestem w tej dziedzinie "nowa" Z grubsza jestem pewna, ale - podobno - diabeł tkwi w szczegółach
Jak zwykle chodzi o niuanse;

Ktoś napisał:


Niestety, ale rozstanie sie dwojga osób nie jest zgodne z nakazami Bożymi



Ja na to, że przecież KK dopuszcza takie rozstania; np. poprzez unieważnienie całego małżeństwa od samego początku w bardzo ściśle określonych warunkach (ja wiem, że w praktyce barzo trudno takowe uzyskać a KK podchodzi do tego dość represyjnie).

I tyle.

Chodziło o słowa, nie żebym się sprzeczał o idee. Idea jest słuszna.

Trochę błędnie to ująłeś,KK unieważnia sakrament małżeństwa ze ściśle określonych powodów i tylko to jest warunkiem unieważnienia,czyli to "np" użyte przez ciebie wprowadza troche zamieszania, tak jakby istniały jeszcze inne możliwości unieważnienie małżeństwa.

KK zdaje sobie sprawę,że ten sakrament to nie jest umowa taka, jaką zawiera się w Urzędzie Stanu Cywilnego, ale przysięga przed samym Bogiem, więc stara się by ta przysięga nie była łamana od tak sobie, ale z bardzo ważnego, uzasadnionego powodu i takie też KK przyjmuje, by unieważnić małżeństwo.

Łamanie samego sakramentu z byle jakiego powodu, którego kościół nie uznaje jest rzeczywiście łamaniem prawa Bożego - Bóg to nie jest kolega, z którym można zwierać umowy jak z prawdziwym kolegą.
Są prawa, które należy przestrzegać i tego trzeba się trzymać jak poręczy, by nie upaść.

Pozdrawiam
Wiesz semper, ty patrzysz na to z innej strony, tzn. osoby nie wierzącej. Dla katolika separacja jest okresowym rozstaniem na czas, kiedy małżonkowie mogą rozwiązać swoje problemy, bez koniecznosci brania rozwodu,tym bardziej gdy został zawarty sakrament małżeństwa, który jest węzłem nierozerwalnym bez uzasadnionych przyczyn.
Dla osób takich jak ty semper, taka separacja może nie załatwia wiele, nie uwzględniasz przysięgi jaką się składa przed Bogiem.
Dlatego jest taka różnica w rozumieniu separacji.

Pozdrawiam
Ten temat "niewązności małzeństwa" był już omawiany,więc nie będę wnikał w jego szczegóły, wspomnę tylko,że według prawa Kościelnego taka możliwość istnieje.



Jaka możliwość? Unieważnienia małżeństwa??? NIE MA TAKIEJ OPCJI w kodeksie prawa kanonicznego Sakrament jest ważny, albo nie był ważny od samego początku.
aha w życiu małżeńskim - więc gwałty małzeńskie (czy kazirodcze na dzieciach, też błogie bo przecież w rodzinie ) to taki mały pikuś w porównaniu ze złem rozwodu. Nie wiem czy przymiotnik małżeński zmienia cokolwiek w tym temacie.

Bóg złączył , więc się męcz, zdychaj, płacz- ale nie waz się rozłączyć. Bóg wie co dobre wszak. Na szczeście rośnie liczba osób dla których ważniejsze jest to żeby uniknąć cierpienia niż masochistyczne trwanie w dysfunkcyjbnych rodzinach, podlewane mętną katolicką ideologią sankcjonujące cierpienie.



Semper
Tobie, jako osobie nie wierzącej w Boga, w jego moc działania bardzo jest uwierzyć, ale dla osoby wierzącej nawet taka trudna sytuacja nie jest straszna, ponieważ Bóg jest w stanie ulecyc to co jest świętością a sakrament małżeństwa świętością jest napewno.
Dlatego takie patologiczne sytuacje nie są czymś nie wykonalnym, nie realnym dla Boga.
Ty semper narzekasz na postawe katolicyzmu,ze dopuszcza takie cierpienie w życiu człowieka,ze dla utrzymania związku małżeńskiego trzeba byc skazanym na bicie, gwałty, przemoc w rodzinie, bo rozwód to coś najgorszego. Warto aby się zastanowic co prowadzi do takich zachowań. Większość zachowań patologicznych to konsekwencja grzechu, w jaki się weszło a cierpienie to wynik tego grzechu. Ale dla ciebie to bajka, bo ty nie wiesz co to grzech. Jeśli widział grzech, to widziałbys tez jego skutki.

Pozdrawiam
Na katechezie, ksiądz pyta dzieci:
- Jaki jest pierwszy sakrament?
- Małżeństwo - mówi dziewczynka
- Nie, bo chrzest - odpowiada kapłan
- O nie, proszę księdza - protestuje uczennica - Ja pochodzę z porządnej rodziny, u nas najpierw małżeństwo, a potem dopiero chrzest.
moim zdaniem małzenstwo wcale nie przeszkadza w byciu ksiedzem a nawet pomaga.pamietajmy ze to siety sakrament i nie rozumie czemu nie mozna go udostepnic takze dla ksieży



Sprawowanie świętości sakramentalnych , z Eucharystią włącznie , dałoby się pogodzić z życiem w małżeństwie , jednak celibat ewangeliczny do tej świętej służby dysponuje najlepiej . Jest on bowiem stanem bezpośredniego oddania się Bogu i wyłącznego poświęcenia się sprawom Jego Królestwa.Życie w bezżeństwie ewangelicznym jest drogą " na , której człowiek , głęboko oddany samemu Bogu , troszczy się tylko o Niego i Jego sprawy , jawniej i pełniej ukazuje ową moc tak bardzo odnowicielską , jaka jest właściwa Nowemu Testamentowi ' [ Enc.Pawła VI , Sacred.coelibatus,nr 20 ]
Jeśli o mnie chodzi: zapytałabym się przede wszystkim o Barbarę Ann. Jaka była na prawdę- czy taka jak na tych wszystkich filmach i zdjęciach, czy to tylko iluzja dobrej rodziny- jak ją wspominają etc. (to znaczy bardzo chciałabym zapytać, ale najprawdopodobniej nie zapytałabym- jakoś tak głupio ładować się z buciorami w cudze życie.) I jeszcze jedno: jak to jest wychować się w tak dużej rodzinie...

P.S. wiem że nie dość, że oftopicowo, to jeszcze po czasie, ale nie mogę po prostu: jeśli dwoje ludzi (nawet ze ślubem cywilnym) żyje pod jednym dachem, ale w tzw. "białym małżeństwie" (po prostu bez wypełniania głównego obowiązku małżeńskiego) nie ma grzechu, a małżonkowie mogą przyjmować Sakramenty. Jeśli nawet doszło do przedślubnej konsumpcji związku, ale oboje wyrażają mocną skruchę i żal za grzech, dostają rozgrzeszenie. Jeśli natomiast bez ślubu wypełniają "obowiązki" i: a). nie uczestniczą w Sakramencie pokuty; b). chodzą do spowiedzi, ale nie żałują i nie obiecują poprawy c). nie widzą w tym co robią nic złego; nie mogą dostać rozgrzeszenia i pokuty, a co za tym idzie nie mogą uczestniczyć w Sakramentach.
To by było na tyle, jeśli idzie o Kościół Katolicki. Jeszcze raz przepraszam za off-topa. Nie mogłam się tym razem powstrzymać. Postaram się więcej nie popełnić tego "grzechu", więc błagam: nie bijcie!
Rumienienie się w dawnych, pięknych czasów było oznaką wstydu płci pięknej. W dzisiejszych, zepsutych czasach wstyd jest pogardzany, gdyż nie jest zgodny z kulturą sodomii, jaka dominuje u progu XXI wieku. Rumieniec wstydu opromienia pannę niczym najcudniejszy kwiat.
Rozmowa nieco zeszła z literalnego rozumienia przenośni, która legła u podstaw dyskusji. Warto wrócić do źródeł. Pleni się zepsucie. Jak wiele niewiast przystępuje dziś do sakramentu małżeństwa w stanie dziewiczym? To oznaka zepsucia, splugawienia kultury, podniesienia genitaliów do rangi czynnika kulturotwórczego, zamknięcia się na doznania wewnętrzne, koncentrując sie na ohydnej cielesności. Wstyd jest klejnotem dziewictwa, który należy pielęgnować. Tak jest piękny, tak wiele wniósł do cudnych zwyczajów naszych przodków. Panny cnotliwe, rumieńcie sie. Tak okażecie cnotę!

[ Dodano: Sro 11 Kwi, 07 6:00 pm ]
Tak ku uściśleniu: Sakrament Kapłaństwa to "święcenia", "śluby" składa się w zakonach.

Od tego sakramentu niejako "nie ma odwołania". Księdzem się zostaje i księdzem się jest do końca, nawet, jak się zdecyduje na "odejście z kapłaństwa" i założenie rodziny... Nie pamiętam, jakie są dokładne konsekwencje takiego kroku dla kapłana, ale Kapłaństwa nie da się unieważnić... Ślub z drugim człowiekiem natomiast można, np. w przypadku skrywanej przed współmałżonkiem (lub też nieskrywanej, ale odkrytej później) bezpłodności którejś ze stron.

Ad celibatu, również ku uściśleniu: Nie jest to ślub czystości, ale stan bezżeństwa. Niestety, nie mam KKK pod ręką, żeby Was do niego odesłać, ale zacytuję ze strony internetowej www.mateusz.pl

Celibat - łac. caelebs – bezżenny, caelibatus – bezżeństwo oznacza stan osoby wolnej i nie mającej zamiaru zawierać związku małżeńskiego.

Oczywiście, wg nauki Kościoła jest to równoznaczne z rezygnacją z życia seksualnego, ale grzech w tej kwestii nie jest grzechem przeciwko celibatowi, tylko przeciwko czystości w ogóle. Inaczej sprawa się ma, gdy ktoś jest w zakonie i składa ślub czystości. Nie wiem dokładnie, jaka jest różnica, bo jeszcze się tym nie zainteresowałam aż tak bardzo (pewnie już niedługo to nastąpi ). Chodzi chyba o inne konsekwencje grzechu.

Hmm, za sprawą nowego dziennika ("Dziennik") na nowo nieco się zaktywizowala dyskusja o celibacie... Szkoda tylko, że nawet w Kościele niewiele jest mądrych i wyważonych głosów w tej sprawie... Ech, zaufanie Panu to podstawa.

Pozdrawiam
Jeżeli odnosimy się do tekstu Pisma ?więtego, to przypominam, że pierwotnie do zawarcia związku małżeńskiego wystarczało, że para powie sobie, że biorą się za męża i żonę. Nie było przy tym świadków, księży obrączek... Po prostu ludzie łączyli się swoją wolą i miłością. Dopiero po jakimś czasie wprowadzono księdza, jako szafarza, aby mógł potwierdzić ważność zawarcia tego związku. Poza tym Pismo ?więte było tłumaczone dawno temu, a wtedy nie wyobrażano sobie, by nie być "żoną". No i wszystko zależy od tłumaczenia. Sakrament zawiera się między sobą przed Bogiem, cała reszta to tylko aspekty kulturowo-prawne. I co, to, że kocham tego człowieka przed ślubem jest złe, a po nagle staje się dobre? Bo przecież miłość fizyczna to ukoronowanie miłości duchowej, największy dar, jaki można dać z siebie ukochanej osobie. Wmawia się nam, że to jest brudne i złe, ale nie jest. Miłość jest, albo jej nie ma i to nie zmienia się nagle w dniu ślubu.
A mądry ksiądz wiele potrafi zrozumieć i dostrzec...
zresztą, nowi członkowie są do Kościoła wcielani bez swojej świadomości, bo dziecko wypada ochrzcić, prawda?



Twój chrzest był wypełnieniem obowiązku jaki Twoi Rodzice zgodzili się spełnić podczas swojego ślubu.

nie mówię o księżach na emeryturze tylko o tych powyżej 55-60 roku życia, dalej pełniących swoje obowiązki.

Dziwne... mój proboszcz ma ok. 65 lat i jeździ Deewoo

aha, jeszcze coś-czemu tylko święcenie jajek jest z tych sakramentów/sakramentaliów bezpłatne?


Bliźni, jeśli myślisz że jest coś takiego jak kupowanie ślubu to się grubo mylisz. Ja za ślub proponuję 200 zł. - dlaczego? 60 zł. dla Kościelnego, 60 zł. dla Organisty, 70 zł. dla mnie jako safarza sakramentu Małżeństwa + za bycie 'tymczasowym urzędnikiem stanu cywilnego' (wlicz w to czas jaki musiałem przesiedzieć by wypełnić wszystkie papiery za narzeczonych, trwające dwa-trzy miesiące spotkania z nimi i upominek dla Dyrektora Urzędu Stanu Cywilnego za to że uznaję podpisany konkordat). Reszta idzie na potrzeby parafii - raptem 20 zł...

Jakieś rzeczy jeszcze wyjaśnić?
Twój chrzest był wypełnieniem obowiązku jaki Twoi Rodzice zgodzili się spełnić podczas swojego ślubu.


sprytnie skonstruowane, prawda? ;)

Dziwne... mój proboszcz ma ok. 65 lat i jeździ Deewoo


Bliźni, jeśli myślisz że jest coś takiego jak kupowanie ślubu to się grubo mylisz. Ja za ślub proponuję 200 zł. - dlaczego? 60 zł. dla Kościelnego, 60 zł. dla Organisty, 70 zł. dla mnie jako safarza sakramentu Małżeństwa + za bycie 'tymczasowym urzędnikiem stanu cywilnego' (wlicz w to czas jaki musiałem przesiedzieć by wypełnić wszystkie papiery za narzeczonych, trwające dwa-trzy miesiące spotkania z nimi i upominek dla Dyrektora Urzędu Stanu Cywilnego za to że uznaję podpisany konkordat). Reszta idzie na potrzeby parafii - raptem 20 zł...


Pastorze Drogi, ależ ja Ciebie nie atakuję, jeśli tak myślisz to się mylisz :) Napisałem, że nie należy ougólniać i nie wszyscy księża są tacy...

chciałbym Ci jednak przybliżyć sytuację w naszym kościele:
ksiądz u nas za ślub bierze min. 500-600zł.
organista osobno-100zł.
kwiaty do kościoła-200zł.
skąd wiem? brat niecały rok temu miał ślub i właśnie wypytałem mamę.
jak widzisz ślub w mojej miejscowości to koszt min. 800zł. co Ty na to, Pastorze?

dopiszę jeszcze, że mój drugi brat brał ślub w Gorzowie Wlkp. i zapłacił za samego księdza 600zł.

daj mi swoje namiary, mogą się kiedyś przydać-ślub udzielany przez znajomego, lubianego księdza za 1/4 ceny obowiązującej u nas to nie lada gratka ;)
pozdrawiam i cieszę się, że są tacy księża jak Ty :)
Mnie zastanawia powód dla którego pierwszy mąż Katarzyny Hall odszedł od niej a Watykan NIE unieważnił sakramentu małżeństwa.

To co reprezentuje sobą, swoim życiem, Katarzyna H. to w większości antyedukacja. Może ktoś powinien ją zedukować eko wegańsko aby była świadoma tego co pije, co je, jaki ma styl życia ('c-c' to trucizna działająca na raty).
A może ta ''baba'' bez długich włosów jest jakimś mutantem albo klonem z laboratorium usa?

Uśka, stresa każdy ma. Dzięki pozytywnemu stresowi potrafimy zadbać o swoje pożywienie, dach nad głową, zabezpieczenie, itd
Spokojnie można znaleźć analogię: trudna to mowa....

Ale to tylko tak trudno brzmi. W zasadzie marzenia o takim małżeństwie - nie powinny być marzeniami, tylko jawą
Po pierwsze budując swój związek (jeszcze przed ślubem) na skale, jaką jest Jezus Chrystus, możemy być pewni, że nas wspomoże.
Podobnie w dalszym życiu. Sakrament Małżeństwa daje olbrzymią moc, aby marzenia stały sie rzeczywistością. Pan Bóg tego chce. Pytanie - czy my też?

Mogę się przyznać, że moje małżeństwo jest właśnie takim wymarzonym!

PS
Oczywiście nie oznacza to sielanki (odróżnijmy te dwie srawy)
z teog co wiem Kościół dopuszcza separację... czyli jednak jest jakieś wyjście.
a poza tym Kościół radzi, ale nie odrzuca tych, którzy tej rady nie posłuchali- tzn. jeśli kobieta wyprowadzi się od męża do mamy to nikt na niej anathemy nei rzuca...

a to wszystko wynika z ważnej roli, którą religia przypisuje cierpieniu. Małżeństwo, jako Sakrament Św. jest nierozerawalne. W związku z tym ból, jaki ono może przynosić jest niesieniem Krzyża...

"a Ty weź swój krzyż i chodź za mną"

18. Pomimo aktu odstępstwa niezniszczalny charakter, jaki wyciska sakrament chrztu św. (kan. 849), pozostaje niezatarty.


groźnie brzmi...

No bo tak naprawdę niema czegoś takiego jak akt apostazji z krk. To znaczy jest ale to trochę taka fikcja
To prawo jest skonstruowane w taki sposób, że zawsze będzie na takiego odstępcę jakiś "hak".
Nie mniej, jeśli jest to dla kogoś ważne, nic nie stoi na przeszkodzie by próbował. Słyszałem o małżeństwie protestantów, co się już tak 10 lat "targują" z krk o apostazję i jeszcze się nie zniechęcili
to zabrzmi bardzo górnolotnie, ale dawanie siebie innej osobie nie może być rozmienianiem na drobne. nie będziesz szmatą(przepraszam za słowo)jeśli się z kimś kogo kochasz prześpisz, ale tak sie poczujesz, kiedy się rozejdziesz z nim. nie myśli się o konsekwencjach dopóki nie ma "problemu" i wcale nie chodzi o ciążę. znam kobiety które powychodziły za mąż za mężczyzn i współżyły z nimi i oboje są dla siebie pierwszymi partnerami a jednak mówią, że gdyby mogły cofnąć czas, to nie zdecydowalyby sie na to drugi raz.
bardzo często refleksja przychodzi po czasie i nie jest związana z żadnym dramatem, po prostu sex nie jest tak ważny aby dla niego naginać Bożą wolę.
pewnie krew - nie woda, zakochawszy się robiłam wiele głupstw, omal nie skończylam szkoly, nie liczył sie nikt i nic dla mnie, a to jest niebezpieczniejsze od skoku na bangi.
piszesz, że możesz się zakochać i wyjść za katolika albo ateistę...możesz i nikt ci tego nie zabroni, nie wyklnie, tylko skąd pewność, że będziesz żyła tak jak to sobie wyobrażasz? czy ty wiesz przed jakimi wyborami bedziesz postawiona? ochrzcisz dziecko? a sakramenty w które nie wierzysz? a komunia (a dziecko płacze, mąż i teściowie naciskają) jesteś tak mloda, że myślisz o tym co teraz - nie o tym co dalej.
małżeństwo z ateistą jest nie mniej trudne, ja już słyszałam drwiny z ludzi wierzących, że wierzą. bedziesz chciała dziecko wychować - pytanie JAK?

kończąc - -sex to tylko początek gdzie kładziesz na szalę bardzo wiele, nie wiedząc nic na ten temat i nie mając pojęcia jaki będzie jego finał, bo sex nie kończy się w łóżku.
To przede wszystkim media i sprzedaż siebie.
Ja w telewizji również na jego miejscu założyłbym pół pancerza*
Ciekawy jestem, jaka jest jego prywatna strona medalu.
A za siebie - małżeństwo to sakrament i instytucja dla ludzi dojrzałych,świadomych siebie wzajemnie i tego,co chcą razem zbudować.
Rozwody i rozstania mówią ile ludzi tego nie potrafi.

........................................
pancerz* - przykrywka/gra kogoś kim się w rzeczywistości nie jest.
Nie wiem o jaką pomoc można prosić księdza. Może o to, by w końcu i na kazaniach zaczęto mówić o zagrożeniach, jakie idą ze strony "nowoczesnego" świata? Może, by częściej modlono się o małżeństwa, zarówno te szczęśliwe, jak i te w kryzysie, żeby taka modlitwa stała się powszechną i obowiązkową w kościele, jak modlitwa za zmarłych i w intencji papieża?
Może, żeby zaczęto piętnować, może nie piętnować, a upominać tych, co w cywilnych związkach?
U siebie w kościele częściej słyszę wołanie o modlitwę za niesakramentalnych niż za tych, co razem z Bogiem. A czy tak powinno być? Przecież to też jakiś głos, że sakrament jest ważny.
Może zacząć mówić o tym, że akceptacja związków niesakramentalnych też jest w penym sensie współuczestnictwem grzechu? Jakże często słyszałam:
-jakie ja mam prawo się wtrącać, on jest dorosły,
-dlaczego mam nie przyjmować u siebie twojego "byłego" męża i tej pani ( hmm, byłego, chociaż nadal nie mamy rozwodu).
Przecież to rodzina, "przyjaciele" są na mszach, są członkami Kościoła, a w ogóle tego nigdy nie słyszą. Tak samo, jak nie usłyszałam przez ostatnie lata ani razu.

A może o wskazanie poradni, księży, gdzie taka porzucona osoba uzyska pomoc duchową, terapię, gdzie zobaczy siebie we właściwym świetle? Gdzie pomogą jej wyjść z depresji i samooskarżania?
Pewnie, że nie oczekujemy wspólnego narzekania na zdradzacza, od tego mamy forum i wielu przyjaciół w realu.

Może dałoby się porozmawiać z rodzinami tych zdradzaczy, w małych zwłaszcza miejscowościach ludzie i księża są bliżej siebie niż w wielkich miastach.
Czy małżeństwo,a raczej sakrament -w świetle nauki kościoła- został niewaznie zawarty, został zawarty w imię Boga ?czy może z podkuszenia "kusego"?

Ania napisała:"Co powiesz o mezu, ktory bije ciezarna żone," a jaki on był wcześniej? jako chłopak? jako kolega? jako narzeczony? Jaki był?czy tez był ćpunem?sadystą?
Widoczku - moi rodzice choc wspaniali i kochani też wywierali duzy wplyw na moje małzeństwo. Dostrzegli to dopiero teraz kiedy borykamy się z problemami. Twoja zona pogubila się w tym wszystkim - nie chce ranić rodziców. Zapewne czuje, ze rani Ciebie ale nie umie sobie z tym poradzić, znalezc rozwiązanie , które nie krzywdziłoby nikogo. Napewno teraz kiedy to Wy tworzycie rodzinę, teściowie powinni się troszke usunąć na bok. Powinni pozwolić Wam decydować o swoim zyciu. Uwierz mi jednak Widoczku, ze aby to zrozumieli potrzebują czasu. Oni nadal bardzo kochają swoją ,,małą,, córeczkę, chcą ją chronić i mieć przy sobie. Niestety nie rozumieją, że jest to milośc zbyt egoistyczna. Widoczku Ty musisz jedynie, wszystkie cierpienia ofiarować Jezusowi i powiedzieć: Jezu Ty się tym zajmij, bo ja nie potrafię. Daj Jezusowi czas , nie ponaglaj Go. On mocą Sakramentu Małżeństwa wyprowadzi Was z kłopotów, tylko bądż cierpliwy i ufaj. Módl się i ufaj. Jeśli chcesz możesz dolączyć do nas na czat o 22.
W bólu razem łatwiej jest się modlic , a poza tym jaka siła we wspólnej modlitwie!
Skoro jesteś na ,, Sycharze,,- rozumiem, że jesteś osobą wierzącą. Staraj się żyć w stanie łaski uświęcającej, przyjmuj często Komunię Sw. i ofiaruj ją w intencji zony. Jeśli masz ochotę przeczytaj moj post ,, świadectwo,, może będzie ci łatwiej zrozumieć, ze Jezus naprawdę działa. Zyczę Ci siły i odwagi by calkowicie zawierzyć Jezusowi. Serdezcnie pozdrawiam i ogarniam modlitwą.
nie jesteś jedyna która ma takie rozterki
I ja jestem 17 lat po ślubie, 1.5 roku temu usłyszałem: "już cię nie kocham, moje uczucie się wypaliło" itd, itp, a ostatnio pomimo, że rozwód cywilny w toku " ja już nie jestem twoją żoną". jak pytałem o sakrament małżeństwa to się dowiedziałem że "była młoda, niezdawała sobe sprawy ze znaczenia wypowiadanych słów, nauki przedmałżenskie były zbyt krótkie, nie będzie się literalnie trzymać przysięgi, bo nie chce zostać na stare lata dewotką" itp, itd
i też mam setki pytań na które teraz nie ma odpowiedzi, ból i żal jaki był taki jest, wiem co to jest samotnie spędzana wigilia i samotna Wielkanoc
widze krzywdę jaka jest wyrządzana naszym dzieciom, no ale "mama też chce byc szcześliwa"
na moje szczeście znalazłem TO miejsce, dzięki któremu udaje mi się jakoś stawiać czoła wydawało by się coraz większym przeszkodom, dzięki któremu z podniesionym czołem mówię na każdej rozprawie w sądzie "NIE" dla rozwodu, między innymi dzięki któremu "ja głupiec, wierzę w miłość która wszystko zwycięży, która nigdy się nie kończy…"
Pamiętam słowa wypowiedziane (przed kryzysem) przez moja sakramentalną żonę - jakże inną wtedy osobę - "PAMIĘTAJ COKOLWIEK BY SIĘ ZDARZYŁO, ZWASZE BĘDĘ CIE KOCHAŁA, ZAWSZE" Dzisiaj tylko ja pamiętam o tych słowach, ale nie mam zamiaru o nich zapominać. Tak wiele rzeczy chciałbym naprawić, uzdrowić, zmienić - ale mojej zona mówi tylko NiE, NiE i NIE

Duszku - dopóki walczysz jesteś zwycięzcą, czy jak sie poddasz poczujesz sie lepiej? a jeżeli tak, to na jak długo?

Pozdrawiam
Grzegorz
To jest chore, jeśli tu na forum podkreśla się, że osoba zdradzona - jeszcze dodatkowo jest be, bo jest zmuszana w zwykłym codziennym życiu wydusić z siebie ze wstydem, pełna upokorzenia: "były mąż".



Osoba pragnąca ratować małżeństwo po rozwodzie, kochająca swojego trudnego małżonka nigdy nie powie o swoim trudnym współmałżonku, że jest byłym mężem czy żoną. I wcale nie jest tak, by ktokolwiek w dzisiejszym świecie kogokolwiek zmuszał do mówienia "mój były/-ła" strasząc jakimiś sankcjami. Są czasy w historii, okoliczności, sprawy, które wymagały bez porównania większej odwagi, by dawać świadectwo wierności. Również doświadczałem traumy rozwodowej i nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby dawać małżonce dowód do ręki, że ja już jej nie kocham. Mówienie "mój były/-ła" to rezygnacja z jednego z przejawów wierności z obawy przed opinią publiczną. To argument dla współmałżonka i otoczenia, sygnał, że "wszystko skończone".

W tym sensie jest to też antyświadectwo godzące w Ewangelię, w naukę Pana Jezusa, albowiem dla Boga małżonkowie sakramentalni są względem siebie i otoczenia zawsze aktualni. Mało tego, Bóg pragnie, żeby o tym fakcie świadczyć na każdym kroku, szczególnie gdy zajdzie taka potrzeba, demaskować i prostować te szkodliwe dla sprawy uzdrawiania małżeństw fałsze. W imię świadczenia prawdy ewangelicznej jaką jest sakrament małzeństwa.

"A powiadam wam: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych." (Łk 12:8-12)
No i tutaj zgodzę się z Tobą, Andrzej, i z Judytą.
Zbyt łatwo jest uzyskać stwierdzenie nieważności, zbyt często stosuje się ów kanon. Ja również, po głębszej analizie, mogłabym na tej podstawie wystąpić do Sądu Biskupiego. Ale nie zrobię tak, nie zdepczę sakramentu, nie powołam się na bzdurną furtkę. A mojemu gadowi to przyszło kiedyś do głowy, po 26 latach małżenstwa. Wyśmiałam go, oczywiście i powiedziałam, żeby Boga i biskupów do swojej zdrady nie mieszał.
A swoją drogą, ciekawa jestem, jaki jest status dzieci z takich "nieważnych " małżenstw. Czy są one wedlug prawa kanonicznego uznawane za zrodzone z cudzołóstwa?

Jeszcze coś, co rzuca trochę światła na postępowanie mojego gada. Jego rodzice mieli tylko ślub cywilny, o czym dowiedziałam się, gdy obchodzili pięćdziesiątą !!! rocznicę, chcieliśmy im zorganizować z tej okazji odnowienie przysięgi małżenskiej. Świetne, prawda? Na ślub sakramentalny nie dali się namówić, stwierdzili, że nie jest już im teraz potrzebny.
A mimo to byli zgodnym małżenstwem, żyli razem 53 lata, do śmierci teścia. Więc wzorce mój gad miał dobre, tylko żył w grzesznym domu.
Agato, smutno mi się zrobiło jak przeczytałam co napisałaś:
" jaki to jest sakrament skoro druga strona nie uważa go za ważny rok po ślubie? Jaki to sakrament skoro rok po ślubie mąż mówi, że zgodził się na ten ślub? Przecież to fikcja. "

Sakrament to sakrament, to nie była fikcja.
Podjęliście tę decyzję świadomie, czekaliście conajmniej kilka miesięcy od deklaracji do realizacji, był czas na zastanowienie się.
Czasem myślę, że ludzie mylą sakrament małżeństwa z kupnem nowego samochodu czy innego dobra materialnego: znudzi się, jest lepszy model - to starego można się pozbyć.
Sakrament jest na całe życie.
Małżenstwo to nie leasing, nie zawiera się umowy na jakiś czas.

Każdy z nas tutaj - chciałby być szczęśliwy. Bo każdy ma w sercu wyrytą przysięgę małżeńską. Przysięgę składaną na zawsze, nie na chwilę.
Pewnie, zrobisz jak uważasz. Ale........ czy wtedy będziesz szczęsliwa?

http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr387/02.htm
Wan - zostaw tę kobietę w spokoju.
To jest dla Ciebie obca osoba, nie ma w stosunku do Ciebie żadnych zobowiązań - no może tylko jedno: żeby zachowywać się jak uczciwy czowiek.
To nie ona, to Twój mąż ma zobowiązania.
Nie ona, tylko on zdradza Ciebie i zapomina o dziecku.
Nie z nią tylko z nim łączy Cię sakrament małżeństwa.

Możesz modlić się za nią, żeby wreszcie wróciła na właściwą drogę. Ale nic więcej, żadnych kontaktów.
Czasami, jak czytam Twoje posty, odnoszę wrazenie, że więcej myślisz i rozmawiasz o niej niż o mężu.
Nie ważne jaka ona jest i kim jest, nie o niej masz myśleć - niech ona nie zawładnie Twoim życiem. A Ty jej dajesz takie prawo.
Może już zostaw ją w spokoju - nie szkoda Ci zdrowia i energii na tę małoletę?
Ofiara jaka wiąże się z odmową zgody na zło może być ofiarowana w intencji uzdrowienia duszy Twojego męża i uzdrowienia małżeństwa.
W każdej sytuacji decyzja odmowy zgody na rozwód winna być podejmowana ze względu na Boga


A nawet kiedy nie zostanie ofiarowana Pan Bóg może tę ofiarę przyjąć właśnie w tej intencji.
Nie wiem, czy zrozumiałaś co napisał Andrzej, że niezgoda na rozwód wiążę się z ofiarą.
Aguniu, dlatego musisz mieć koło siebie tych, którzy Bogu wierzą, ufają Mu i kochają Go. I którzy będą Cię wspierać w decyzji niezgody na zło, jakim jest rozwód.
Czy masz takich ludzi koło siebie?

Mąż może długo się miotać w swym rozdarciu wewnętrznym, a i Ty przeżywasz bolesne chwile.
Poproś o wsparcie np. spowiednika (bo spowiednik ma w swoich rękach Moc Boga - to sakrament odpuszczenia grzechów), mamę...
witaj Wojtku
Traktuję twoje pytanie jako retoryczne, bo chyba nie jest wazne kto kiedy zmieniał swoje decyzje, najważniejsze jest to by uratować małżeństwo, i tu pojawia się problem, bo w swoim rozgoryczeniu, smutku, czasem rozpaczy podejmujemy decyzje, które nie tylko nie pomagają nam w tym, a wręcz psujemy to co jeszcze jest w naszych relacjach dobre.
wydaje mi się ,że najważniejszym błędem jaki popełniamy jest myślenie że nasz partner myśli tak samo jak my, i że nasze postępowanie i decyzje , intencje odczytuje tak jak my.
Ja wciąż mam ten problem, bo nie wiem jak mam mówić, jak się zachowywać żeby mój mąż pojoł że nic się nie kryje za moimi słowami, że to co mówię to właśnie mam na myśli, a on ciągle doszukuje się czegoś innego.Tak podobno jest z ludźmi którzy zostali kiedyś skrzywdzeni, oni po prostu nie ufają już....i chyba tylko Bóg jest w stanie to zmienić...
I może właśnie tak myśli twoja żona, może nie warto jej na siłę przekonywać że ją wciąż kochasz, że chcesz z nią być, nie zatrzymasz jej jeśli sama tego nie zechce.kobieta ceni poczucie bezpieczeństwa, jeśli nawet zwiąże się z kimś, a będzie miała otwartą furtkę z twojej strony, bo zapewnisz ją ,że zawsze gdy będzie tego chciała pomożesz jej, że zawsze może na ciebie liczyć, to przekonasz się, że prędzej czy później to nastąpi.nie ma ludzi bez wad, a zauroczenie ma to do siebie,że mija, prędzej czy później, i wtedy człowiek szuka kogoś, na kogo może liczyć, ...bądź wtedy w pobliżu. Rozwód to nie koniec świata,to tylko ludzka umowa, jest niczym w porównaniu z sakramentem, pamiętaj o tym.
Chyba źle mnie zrozumieliście albo źle się wyraziłem.

To nie chodzi o to że ja już cokolwiek planuje, ja po prostu zastanawiam się co będzie kiedy przyjdzie życie. A w życiu w końcu pojawia się osoba z która chcielibyśmy przeżyć życie i co wtedy? Ja świętym nie jestem i nie będę ponieważ znam siebie i wiem że jestem na to za słaby, więc zadedykowanie życia osobie która mnie nie chce w moim przypadku odpada. Oczywiście walczę i będę walczył o małżonkę jeszcze dluuuugo ale, ale, ale....To tylko zadumanie nad dylematem moralnym. Czy wtedy zasługujemy na potępienie? Przecież to nie my rozpirzyliśmy małżeństwo a nawet jeżeli to jesteśmy pełni dobrej woli żeby naprawić.

Poza tym nie mówie też o szukaniu na siłę zastępstwa żony, nic z tych rzeczy. Po prostu co jeżeli los "podrzuci" taką osobę? Czy to wola Boża żeby nas sprawdzić czy ulegniemy pokusie czy może gest abyśmy teraz nie popełnili błędów które popełniliśmy w poprzednich związkach?

Nie szukam tutaj odpowiedzi na moją sytuację bo wiem że w tym temacie jestem sam Ja tylko pragnę poznać wasze przemyślenia na ten temat.

A co do sakramentu to czy kościół na prawdę ma prawo udzielić unieważnienia? kto im dał takie prawo rozdzielania tego co Bóg złączył.
Czy skoro mówicie o zgodzie z własnym sumieniem i sercem to jaki sens ma przerzucanie się cytatami i tekstami przysięg? Przecież wiara to nie prawo gdzie można przerzucać się artykułami chyba się zgodzicie.
Agato, skąd wiesz, ze Twój mąż nie chce uporać się z bólem?
Skąd wiesz, ze chce być sam?
Myslę, że to są Twoje interpretacje.
Daj mu czas!
Przeciez jesteście razem tyle lat...
Pól roku to naprawdę niewiele, jesli jest do wygrania reszta zycia.
Ja wiem, ze bardzo boli.
Ale posłuchaj Elżbiety - spróbuj iść do spowiedzi, na Mszę, przed Najświętszy Sakrament.
Zobaczysz, że ujrzysz wszystko w innym świetle.
A Twój mąż, wszyscy, którzy patrzą z boku Ci to mówią, jest zraniony i zagubiony.
To naprawdę widać.
Zbyt długo tłumił w sobie żal i teraz musi długo potrwać, zanim sobie z nim poradzi.
Na pewno ma skłonnośc do "uciekania" w trudych sytuacjach, na pewno nie jest asertywny i nie potrafi mówić wprost, o co mu chodzi.
Dlatego, gdy już nie wytrzymuje, to ucieka.
Ty pokaż swoją siłę nie tylko w dbaniu o siebie (do czego oczywiście masz prawo), ale w cierpliwej wierze w Wasz związek.
Pomyśl, że Twój mąż, robiąc w tej chwili to, co robi, też dba o siebie.
Bo juz nie wytrzymywał w takim układzie, jaki był do tej pory.
I w jakimś sensie oboje dbacie o wasze małżeństwo.
Bo to, co było dotąd, było niedobre.
Oboje powiedzieliscie - veto.
Tylko teraz co dalej...
Uwierz, Agato, w swoje małżeństwo!
Uwierz, że to wszystko, co Cie spotyka, ma sens.
Mam zamiar spotkać się ale sam nie wiem po co ...


Japi, sam nie dasz rady.
Poza tym, jak to po co?...
Po to, że chcesz uratować, odbudować i trwać w sakramentalnym trudnym małżeństwie.
Trudnym teraz, a Ty masz nadzieję, żę Bóg nauczy Cię jak kochać.
Chcesz, aby Pan Bóg nauczył Cię miłości dojrzałej i pięknej, a nie takiej łatwej, która na porzucenie odpowiada porzuceniem.
Sam nie dasz rady. Dlatego za radą księdza biskupa z audycji, którą elzd1 zamieściła na forum idź najpierw do spowiedzi i trwając w łasce uświęcającej zacznij działać we współpracy z natchnieniami Ducha Świętego!
Duch Świętym jest duchem prawdy, On pouczy Cię w Twoim sercu co robić z żoną, która zaplątała się w kłamstwa.
Duch Święty w kościele jest obecny w sakramentach świętych.
Mając Sakrament Małżeństwa, który jest też święty, zacznij z niego czerpać.
Łaski sakramentów są właśnie po to, aby stawić czoła temu, który rozbija rodziny - szatanowi.
Nie daj się szatanowi! Walcz bronią Bożą. SAKRAMENTAMI ŚWIĘTYMI.
Bo inaczej...możesz się pogubić w miłości i nazwać miłością coś, co miłością nie jest.

Ten małżonek, który kocha, musi kochać naprawdę, miłością jaką daje Bóg, nie może kochać miłością ludzką, bo ta prowadzi na manowce.

Staraj się o miłość Bożą w sercu - dla żony, o taką miłość proś Boga i rozmawiaj o tym z księdzem. On jest Sługą Pana Jezusa, Tego Jezusa, który do końca umiłował. A więc do końca wiedział jak kochać.

"Panie Jezu, jak kochać?"
Japi, po to, wiesz.
Pozdrawiam.
głos Kościoła to głos i biskupa i kapłanów i tych ludzi tu na forum też. Kościól to nie tylko wspólnota ksziądz+żona + ich wspólnota + ty+ Twoja wspólnota!
Kościół to my wszyscy!
Napewno ta część LUDU BOŻYEGO stanowiącego wspólnotę SYCHAR jest zdziwiona, oburzona, zgorszona sytuacją o której tu piszesz
Jaki jest szacunek tego kapłana do chyba istotnego sakramentu małżeństwa?
Czy już dążą do unieważnienia tego sakramentu?
"ALBO JEST RACJONALNA NADZIEJA POWSTRZYMANIA GRZECHU LUB NAWROCENIA "- jeżeli nawet nie sieją publicznego zgorszenia wg Ciebie to czy wg Ciebie nie ma nadziei na nawrócenie? Czy też oni nie potzrebują nawrócenia bo są tak blisko Boga skoro mają objawienia?
Nie wiem?!
Rozeznanie i omodlenie dobra sprawa ale po 12 latach czy nie czas na czyny?? Starotestametalny Bóg jest Bogiem działania, jest Bogiem wojny i jest Bogiem zazdrosnym więc już może mniej spojrzenia na Boga Miłosiernego, pokornego i cierpliwego??
Teraz po mojemu.
Niech każdy z nas przypomni sobie jaką miał wiedzę o sakramencie małżeństwa dzień przed ślubem, w dniu ślubu, tuż po nim, jaką wiedzę i co o tym wszystkim sądzili nasi małżonkowie? Ja dziś wiem, że zostałam perfidnie oszukana przez męża i jego rodzinę. Mój mąż nie mógł świadomie przyjać ani udzielić sakramentu małżeństwa, bo nie miał zielonego pojęcia co to jest. Sam wychował się w rodzinie problemowej, urodził się kilka lat przed ślubem swoich rodziców, nie miał zielonego pojęcia o życiu chrześcijańskim - chrzciny, komunia, wesele (tak, wesele, nie ślub) - cóż kolejny obrzęd, pretekst do imprezy. Teść zdradzał teściową na prawo i lewo, lał ją, pił, wyrzucał z domu, a ona to znosiła. Dowiedziałam się o wszystkim po slubie.



Aniu!

Jednak sie zagalopowalas. Dobra zone daje ja sam mowi Pan! Oczywiscie dotyczy to meza rowniez.
To wszystko mowi tylkko tyle ze Twoj maz mial zle wzorce malzenstwa. Czy maz potwierdza taka stan rzeczy jak Ty. Przeciez jak tak o nim myslisz to on ma klopoty z nawiazaniem jakiejkolwiek komunikacji interpersonalnej z zona.

Po drugie dobrze sie zastanow nad perspektywa konwalidacji malzenstwa?? Bo jesli sad biskupi bedzie pracowal dla Pan - to sie nad tym beda bardzo powaznie zastanawiac.

A w ogole bardzo Ci wspolczuje tak normalnie. Modl sie duzo - ale nie osadzaj - niestety sam tego nie potrafie - jestem jak faryzeusz. Prosze o te laske dla Ciebie - bo Twoje serce boli mocno i jest sciesnione.

Moje doswiadczenie jest takie iz dopiero jak z milosci serca pojdziesz do sadu biskupiego - to uniewaznienie moze Ciebie uwolnic z niewoli.

MY nie będą mi przeszkadzać, ale proszę się ustosunkować do REGULAMINU



Marek, w czym widzisz problem? Jaki regulamin masz na myśli? Stowarzyszenia, które jeszcze nie istnieje i nie organizuje spotkania w Olsztynie, czy regulamin forum? A może masz na myśli cel wspólnoty? Ani regulamin, ani cel wspólnoty, ani statut stowarzyszenia nie stoi na przeszkodzie, by Monika i Marcin mogli uczestniczyć w rekolekcjach – jako Ci, którzy chcą pójść drogą sakramentalnego życia małżeńskiego… A my jako wspólnota możemy im w tym pomóc. Przecież naszym celem wspólnotowym jest afirmacja Boga i Jego sakramentu małżeństwa.

Jeśli dalej chcesz roztrząsać temat, to proszę załóż osobny wątek, a ten pozostaw dla tych osób, które chcą się zapisywać na spotkanie rekolekcyjne w Olsztynie.

Przede wszystkim:

1) Kłamliwe bzdury o inkwizycji, wbrew historycznym faktom,



Jaaasne, holocaustu tez nie bylo, tak mysla mlodzi Niemcy, a o inkwizycji
pisza w tysiacach ksiazek, i mowia o niej przekazy, bo wszystko to spiskowa
teoria dziejow jest

2) Bzdury o wojnach krzyżowych, które były próbą odbicia podbitych przez
    Arabów państw chrześcijańskich i miejsc świętych?



No pewnie, swieci tam byli przed Arabami, Arabi na ksiezyc itp. A trupy i
dzieciece krucjaty rulez! Ot filozofia katabasow.

3) Bzdury o Piusie XII i Kościele w kontekście II wojny światowej, pomimo
     tylu ofiar represji!



Bzdury? A skad wiesz ze bzdury, szuja byl, skurwiel i faszysta, ot i tyle.

4) Bzdury o zjawisku pedofilii wśród księży, choć to zjawisko marginalne,
    dotyczące 0,3% księzy



Hehehehe, chyba na odwrot, ten margines to ci co z dziecmi nie wspolzyja
(pewnie sa impotentami ja AH)

5) Bzdury o majątku Kościoła, choć wiadomo że Kościół jest biedny, bo
został
     obrabowany przez komunę.



Tak kurwa, widac to na kazdym kroku, odwiedz Bialystok, to zobaczysz jaka
bieda, az piszczy (a nie, sorki, ten pisk to opony nowego merca ksziecia
dobrodzieja wydaja)

6) Chamskie bluznierstwa wymyślane przez psychopatycznych bydlaków,



A to o nas:)

7) Prostackie szyderstwa z katolickich praktyk religijnych,



To tez ja:)

8) Gloryfikowanie zabijania dzieci poczętych i niedołężnych staruszków,



No kurwa, niech sie mecza, w imie boze, niech sraja pod siebie w bolu, niech
ich starzy napierdalaja za to tylko, ze sa - twoje milosierdzie mnie zabija.

9) Gloryfikowanie plugastwa obyczajowego i pornografii,



Nigdy nie ruchales, co? A powiedz, waliles konia? Albo ssales pralatowi? Tak
z ciekawosci pytam. Mysle, swinio, ze jestes po prostu zboczonym pedofilem i
tyle.

10) Ośmieszanie sakramentu małżeństwa i rozbijanie instytucji rodziny.



Sakrament malzenstwa jest tak smieszny, ze nie trzeba go osmieszac.

Sam fakt, ze osobniki takie jak ty istnieja sprawia, ze zaczynam rozumiec
sens istnienia obozow masowej zaglady, czego ci zycze szczerze
/p


| Natomiast nie wiedzę powodu dla którego nalezało by zmuszać jakąkolwiek
| instytucję do ewidencjonowania osób nie będących jej członkami.
nie osób.. istnienia związku małżeńskiego.



Artur, zrozum... Małżeństwem w oczach KK są osoby, które przyjęły
sakrament małżeństwa. Małżeństwo takie nie rodzi żadnych skutków
prawnych - dlatego jest wymóg, że trzeba najpierw mieć ślub
cywilny lub brać konkordatowy. Potraktuj to po prostu jako (hmmm...
jakby to określić) rodzaj wtajemniczenia w pewnej organizacji,
który przypadkiem nazywa się tak samo, jak instytucja małżeństwa
określona w prawie polskim.
Kościół to zbiorowisko ludzi, którzy przyjęli pewne zasady, żyją
według pewnych reguł - dla nich małżeństwem się jest dopiero
po przyjęciu sakramentu. To, że Tobie to nie odpowiada, naprawdę
nie ma żadnego znaczenia - przecież nie musisz tam chodzić. Masz
wolny wybór.
Poza tym zastanów się. Z jednej strony chcesz, żeby zlikwidować
dublujące się wpisy w księgach parafialnych i dokumentach USC.
Z drugiej piszesz, że mogą się dublować, byle tylko obie te
bazy były dokładnymi kopiami. A tak się nie da. Lista ślubów
kościelnych jest podzbiorem listy ślubów cywilnych.
Jeśli by było inaczej, to ślub zawarty w kościele katolickim
musiałby być odnotowany w ewangelickim, zielonoświątkowym,
w synagodze i w meczecie... Jaki by to miało sens?

sam z chęcią bym wypisał się z wszystkich ksiąg. zresztą temu służy
w pewnym sensie moja chęć do wpisania się do nich jako oficjalnie ateista.



No to się wpisz, co Ci szkodzi? Z KK można wystąpić - poczytaj
prawo kanoniczne.

Pozdrawiam,
Gerard

("druga swiezosc" ? ;-) ...). Chodzi tu o

zwiazek os. ochrzczonej z nieochrzczona, gdy nieochrzczona nie chce przyjac
chrztu. To funkcjonuje w KK, obok kilku jeszcze innych przypadkow
uniewazniajacych malzenstwo (_uniewazniajacych_, a nie usprawiedliwiajacych
rozwod).



I o tym piszę. Jednakże bawiąc się w prawnika, zastanawiajmy się, co liczy
sie w przepisie ? Forma, czy treść ? Skoro powiesz jak wszyscy: treść, to
rozwód między jedną osobą (niewinna rozkładu małżeństwa) i drugą (zły facet,
pijak, bestia), to trudno będzie uzanć to za rozwód między chrześcijaninami,
a raczej za obronę chrzescijanki przed agresywnym poganinem, chocby i z
metryka i slubem kościelnym :-) Osoby i przywary możesz sobie pozamieniać
:-)

Malzenstwo - instytucja ? Co Ty pleciesz ? Nie instytucja, lecz sakrament -



Bzdury, Gosiu :-) Jaki sakrament, gdzie w pismach wszelakich
wczesnochrzescijańskich jest coś o kapłanie i sakramencie ? chyba didache,
albo cos tam inego wspomina o poradach u starszego, a nie o sakramencie.

widzialny znak tego, co niewidzialne (owego "Bog zlaczyl"). Za czasow
Jezusa
malzenstwa tez zawierano. Inna forma, lecz tresc ta sama.



Treśc była taka, że Żyd zawierał po swojemu, a w świecie kultury rzysmkiej
szło się do urzędasa i czyniło pewne formalności. Mam opisywac jakie ? :-)
Bynajmniej bez towarzystwa starszyzny :-)

Latwiej oddac swoj budyn komus kogo kochasz, niz ot tak, dla dobra sprawy.



Nie lubię. Niezdrowe :-) Wolę wytrawne wino :-) albo Red Wild Dog. Pyszne !
:-P'''
J.E. Najprzewielebniejszy Hyakinthos



Sługa Służek Hożych
Samozwańczy Arcybiskup Rzeszowa i Okolic na Rzut Beretem
Archimandryta Monasteru Św. Buby Heretyka


| Biblii nie ma ani słowa o homoseksualizmie.



Masz racje ze w Bibli nie ma slowa o homoseksualizmie. Biblia jest
intepretowana na potrzeby kosciola i jak ktos chce to sie we wszystkim
doszuka tego co chce sie doszukac.

Każdy seks bez miłości w rozumieniu KK jest  grzechem i tu nie ma znaczenia
czy to jest homo czy hetero.

Kazdy seks dla KK jest grzechem z miloscia czy bez. Seks dla KK to jedynie
narzedzie reprodukcji. W/g KK nawet malzenstwo powinno ze soba wspolzyc
jedynie w celach reprodukcyjnych, nigdy zas dla przyjemnosci!!!

Co do reszty... no cóż ...
zastanawiam się co Bóg by powiedział gdyby się dowiedział, że ludzie bawia
się jego sakramentami i wysyłaja je sobie w mailach.
Sakrament spowiedzi nie jest instytucją - jak pisza co niektórzy - jest
sakramentem czyli świętością i nie można go udzielac poprzez maila czy w
inny bezosobowy sposób (nawet księża spowiadający ludzi niemych muszą mieć
specjalne pozwolenie na spowiedź np. za pomocą kartek z grzechami)



Wiele religi nie uznaje spowiedzi za pomoca posrednika.Nie wydaje ci sie
absurdem powierzac "grzechy" komus , kto bedzie nam kazal
odklepywac "zdrowasci" iles tam razy??
Co do słowa Kościół - zgadzam się, że ta nazwa jest poprostu kpiną



slowo kosciol mozna rozumiec w dwojaki sposob. Jest to albo budynek wzniesony
przez ludzi na czesc i chwale Boga, w ktorym uczestniczy sie na mszach ktore
tez powinny byc celebrowane na jego czesc . Kosciol tez moze byc tym co my
tworzymy, czyli jednoczenie sie w Bogu.Jednoczenie sie w modlitwie, w
sluchaniu slowa bozego i wynoszenie z tego cos pozytecznego.

 Pozdrawiam.Czasem milcząca a teraz poruszona i chyba wkurzona Fera.



nie rozumiem twojego wzburzenia. skoro ktos postanowil "zbudowac kosciol" na
internecie to to jego prawo. To nie oznacza ze sobie kpi z religi , ze robi
sobie zarty z Boga. Ten ktos chce nas zjednoczyc w slowie bozym. Chce abysmy
w wolnych chwilach poczytali sobie pismo swiete , abysmy sie zastanowili moze
nad tym gdzie idziemy czy czy obralismy wlasciwa droge. Skoro KK nie potrafi
z nami rozmawiac i z gory nas wyklucza i probuje nas nawracac i uzdrawiac to
chyba lepiej "uduchowic "sie w taki sposob jaki nam proponuje "ksiadz" na
internecie niz pchac sie tam gdzie nas wyraznie nie chca.

pozdrawiam.Kruszynka

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/



--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/

Użytkownik "Skavi"

Dlaczego państwo czy
kościół chce związać małżonków czymś więcej niż miłością?



koscioł nikogo nie zmusza do zawierzania małżenstwa
wszytko zalerzy od jednego prostego założenia:
wierze w Boga i przyjmuje całą jego religię/wszystkie z tym
związane sakramenty albo nie i nei dziwi mnie ze komus nie podoba
sie to jak ja zyje czy jestem z kims połączona związkiem małżenskiem
czy zyję w komkubinacie

Dlaczego ktoś ustalił taki nakaz?



nie nakaz to wybór... panstwo zwraca uwage na podpis na akcie slubu
(czy jak to sie tam zwie) tylko ze względu na sprawy uzedowe a nie
uczucia... to formalność, dokument który mozna unieważnic

Dlatego właśnie że bez podpisu
ludzie rozchodziliby się o wiele częściej. A czy to by było źle?
Moim zdaniem nie, bo mi bardziej zależy na jakości a nie na
długości związku. To czy miłość powinna trwać całe życie czy
nie to kwestia indywidualnych założeń..



rozchodzili by sie czesciej ..ale nei wydaje Ci sie ze z głupszyshc powodów
...drobne nieporozumienie i bum odchodze a pożniej głupio mi wrócić wiec
nie wracam... to bez sensu... jedyny plus jaki widze w związkach
niezalegalzowanych - ludzie ciągle zabiegają o swoją miłość bo boją sie
stracić tą drógą osobę... ale to też sie kiedyś kończy ..niestety

Zatem bez umowy małżeńskiej ludzie byliby z sobą faktycznie tak długo
jak by tego chcieli.



niekoniecznie, raczej tak długo az wszystko byłoby pięknie i miło

Gdyby ludzie podchodzili do miłości w ten sposób zapewne częściej
zmienialiby partnerów, a wtedy byłoby większe prawdopodobieństwo,
żę wreszcie znajdą tego odpowiedniego, z którym będą życ długo i
szczęśliwie.



długo i szczesliwie kojarzy mi sie z do konca zycia czy to nie przeczy temu

czy nie poznajemy sie własnei w tródnych chwilach... czy ludzie nie powinni
sie do siebie dopasowywać /docierać a nie tykloodchodizc i szukać kogoś
lepszego

Miłość raz na całe życie to mit, w który uwierzyliśmy, że "tak ma być".
Dopomogli nam w tym kościół i państwo. Może czas coś zmienić?



wszsytko zalerzy od ludzi nei zwalajmy winy na kasciól i panstwo

Pozdr. A


Hej! :))

| Bardzo mili jesteście. :))) Dziękuję! :))) Tylko to pewnie tak ciut
| podstępnie, bo może nie byłaby to aż tak zobowiązująca przysięga jak
jest
w
| tej chwili. ;DD

Bo ta przysięga jest do dupy!!! Ciekawe, kto to wymyślił? Może znajdzie
się
ktoś oblatany w historii tzw "sakramentu małżeńskiego"?



Kurczę! Na historii sakramentu małżeńskiego ja się nie znam, ale ciekawa
jestem tak analizując przysięgę małżeńską (wszystko po kolei), co Ci się w
niej nie podoba (a co podoba) i dlaczego? Odpowiesz? Może z tego wyniknąć
ciekawa dyskusja. :))

| A co do Norka? Mi też zdarza się myśleć podobnie, jak on. ;)) A tak
ogólnie
| to jest to baaardzo inteligentny facet. :))

Czy ja nie jestem już wystarczająco zarozumiały, żeby mnie jeszcze w
zarozumiałość wbijać?



Jesteś zarozumiały? ;DD A fe! ;DD

 No własnie... coś my za podobnie myślimy.
Spoko! Po prostu czar Wiedźmicha na Ciebie rzuciła i myslisz, że myślisz
podobnie, jak ona. ;DD

 Żeby mi się
tylko Twój facet nie zaczął podobać seksualnie ;DDDDDD



Już ja się postaram, żebyście się nie spotkali, bo kto wie? ;DDDD

Pozdr.



Oczywiście tradycyjnie serdecznie pozdrawiam! :))
Norek



Wiedźmicha

("niech udławi się swoim ilorazem inteligencji" - to o mnie...)



A tak wogóle - jaki masz IQ, skoro ktoś każe Ci się nim dławić? ;DD Pisałeś
o tym kiedyś?


Kurczę! Na historii sakramentu małżeńskiego ja się nie znam, ale ciekawa
jestem tak analizując przysięgę małżeńską (wszystko po kolei), co Ci się w
niej nie podoba (a co podoba) i dlaczego? Odpowiesz? Może z tego wyniknąć
ciekawa dyskusja. :))



Zarzut jest tak naprawdę jeden... kategoryczność. Dopuszczamy zmienność
przyrody, poglądów, całego Wszechświata... a w tym jednym jedynym przypadku
mówimy "że Cię nie opuszczę aż do śmierci", jakbyśmy mogli przewidzieć na
początk, jak zmieni się nasz życiowy partner z biegiem czasu... Zresztą masz
rację, może pokuszę się o wątek, bo temat jest dużo szerszy, a pod wpływem
Twojego pytania pogrzebałem trochę po necie...

| Czy ja nie jestem już wystarczająco zarozumiały, żeby mnie jeszcze w
| zarozumiałość wbijać?
Jesteś zarozumiały? ;DD A fe! ;DD



Jestem tak zarozumiały, że nawet się tego nie wstydzę...

Spoko! Po prostu czar Wiedźmicha na Ciebie rzuciła i myslisz, że myślisz
podobnie, jak ona. ;DD



No... to mnie uspokoiłaś ;-)))

 Żeby mi się
| tylko Twój facet nie zaczął podobać seksualnie ;DDDDDD
Już ja się postaram, żebyście się nie spotkali, bo kto wie? ;DDDD



Będziemy musieli spotykać się ukradkiem...

| ("niech udławi się swoim ilorazem inteligencji" - to o mnie...)
A tak wogóle - jaki masz IQ, skoro ktoś każe Ci się nim dławić? ;DD
Pisałeś
o tym kiedyś?



Nie pisałem... zostałem oceniony w poście, który nie był mi przychylny, więc
chyba bezstronnie ;DDDD Gdzieś nawet mógłbym poszukać w archiwum. Widać mój
IQ promieniuje... ;-PPPP

Ja przyznaję uczciwie, że pełny sens dochowywania czystości przed małżeństwem zrozumiałam dopiero po ślubie. Być moze także dlatego, że nie rozmienilismy sie wcześniej na drobne i zaufaliśmy prawu Bożemu


Hm, to ja chciałbym równie uczciwie przyznać, że uprawiałem seks z kobietą zanim jeszcze pojąłem ją za żonę i absolutnie tego nie żałuję a wręcz przeciwnie - czułość i miłość, jaką się obdarzaliśmy, przez lata umacniała nasz związek i dawała nam obojgu mnóstwo radości i szczęścia. Co się zresztą po ślubie nie zmieniło.

Nie będę używał terminu "czystość przedmałżeńska", bo niesie on skojarzenie, że brak czystości jest czymś gorszym. A moim zdaniem nie jest.

Realia w jakich żyjemy są takie, że młodzi ludzie nie mają możliwości pobrać się, gdy zapragną, by ich związek został sformalizowany i potwierdzony sakramentem. Robią to z reguły wtedy, gdy stają się na tyle niezależni finansowo, by móc założyć i utrzymać wspólne gospodarstwo domowe. Oznacza to, że para, która poznaje się na pierwszym roku studiów, ma przed sobą 6-7 lat życia przedślubnego. Strasznie dużo czasu.

Oczywiście nie neguję tego, że powstrzymanie się od współżycia może mieć dla wielu osób konkretną wartość. Jeśli ktoś czuje się przez to lepszy albo wierzy, że pohamowanie żądz czyni go bliższym królestwa Bożego, to w porządku. Ale jeśli pożądanie i chęć oddania drugiej osobie są po obu stronach równie duże, to perspektywa wieloletniego zastępowania seksu szklanką wody i zimnym prysznicem może działać przygnębiająco. Albo destruktywnie.

"W miłości zmysłowej unikać przesady, ale także nadmiernych skrupułów. Lepsza jest w przyrodzie para szczęśliwych kochanków, niż powikłany związek subtelnych neurasteników." (Herbert)
Księża będą chrzcić nieślubne dzieci

Najpierw weźcie ślub, a potem przyjdźcie do mnie, to ochrzczę wam dziecko - takie zdanie słyszy wielu rodziców, którzy zgłaszają się do kancelarii parafialnej z prośbą o chrzest dla dziecka - czytamy w dzienniku "Polska".

Sebastian i Justyna z Warszawy podobne słowa usłyszeli w czterech parafiach. Dopiero piąty ksiądz zgodził się ochrzcić ich dziecko, nie zważając na to, że nie mają ślubu. Takie krążenie od plebanii do plebanii w poszukiwaniu wyrozumiałego księdza to dziś jedyny sposób na to, by pary żyjące bez ślubu mogły ochrzcić swoje pociechy. Ale już niedługo to się zmieni. Na razie tylko w archidiecezji lubelskiej. Tamtejszy metropolita abp Józef Życiński chce, żeby podlegli mu księża nie odmawiali chrztu dzieciom z wolnych związków.

Pomysł arcybiskupa jest prosty. Zamiast odsyłać rodziców z kwitkiem, bądź na siłę kazać im brać ślub, księża będą teraz organizować dla nich specjalne kursy. - Chciałbym, żeby uczestniczyli w cyklu konferencji przygotowujących do podjęcia odpowiedzialności za formację religijną dziecka w nietypowych warunkach - powiedział abp Życiński na antenie diecezjalnego Radia eR. - Dzięki temu unikną stresu, konfliktów z księdzem czy rodziną.

Kurs będzie miał formę kilku spotkań podobnych do tych, jakie przechodzą pary przygotowujące się do małżeństwa. Z tą różnicą, że tu tematem będzie wychowanie dziecka. Dokładny program i tematyka kursu są dopiero przygotowywane, ale mają powstać szybko, bo w prace zaangażował się osobiście abp Życiński. - Program kursu będzie gotowy za około dwa tygodnie - zapewnia w "Polsce" rzecznik lubelskiej kurii ks. Mieczysław Puzewicz.

Pomysł uporządkowania kwestii chrzczenia nieślubnych dzieci to wciąż rzadkość w polskim Kościele. Jak do tej pory jasno i precyzyjnie został on załatwiony jedynie w archidiecezji poznańskiej. Dwa lata temu diecezjalny synod postanowił, że "brak zawarcia przez rodziców sakramentu małżeństwa nie jest wystarczającym powodem odmowy udzielenia chrztu świętego dziecku". Jedynym warunkiem, jaki muszą tam spełnić rodzice, jest zobowiązanie, że wychowają swoje dziecko po katolicku.

Źródło
Warto zacząć od tego że to kobiety zazwyczaj marudzą swoim partnerom że chcą za wszelką cenę ślub kościelny.A facetom chyba w większości to obojętne czy będzie to taki czy taki ślub. Mi osobiście to obojętne jaki ślub wezmę bo i tak jeśli będzie to kościelny to tylko dla partnerki bo katolikiem nie jestem. Jedyne co to na pewno nie podpisze papierka w którym w razie po rozwodzie żona bierze połowę majątku bo musiał bym być chyba trochę nie teges żeby coś takiego podpisać:D

Cytat:

A z drugiej strony zastawianie sideł w postaci obrączek, by ta druga osoba nie odeszła to głupota. W takim związku ludzie zaczynają się dusić i psują zdrowie sobie na wzajem plus zakarzają środowisko.



Czy ja wiem czy to takie sidła.. Jak ktoś będzie chciał na prawdę odejść to raczej obrączka i sam ślub nie będą jakimś wielkim problemem a mając dzieci i mieszkanie i tak problemy pózniej będą chcąc nie chcąc. Mówisz że mając obrączkę na palcu i w ogóle biorąc ślub ludzie zaczynają się dusić? Jeśli tak to raczej się nie zgodzę, jak para się kłóci o różne sprawy to nie jest to raczej wina tego że są po ślubie czy też nie.

Cytat:

Dla mnie małżeństwo to sakrament i tylko ten zawarty wobec Kościoła jest ważny. Te kontrakty cywilne to jakaś napoleońska bzdura, kogo to obchodzi?


A z jakiej paki ślub kościelny ma być lepszy od tego cywilnego? (wiem że w tej chwili tak jest). Jak dla mnie nie powinno być różnic. Mnie np nie obchodzi to czy wezmę taki czy taki, a wolałbym zwykły bo nie interesują mnie wymyślone bzdurne sakramenty tylko po to aby "zostać przy kościele" zabulić trochę za ceremonie i szybsze nauki w przypadku braku bierzmowania czy nawet komunii.
O rany, pozostaje tylko prosić Boga o tę dojżałość przy podejmowaniu takich decyzji, przy składaniu przysięgi małżeńskiej. Ostatnio rozmawiałem z moją klasą, na ten temat. I doszedłem do straszliwych wniosków. Oni traktują ślub kościelny jak jakiś dodatek do całej imprezy weselnej. Za nic sobie mają przysięgę jaką będą składać sobie i Bogu, przed Bogiem. Rozmiecie, PRZED SAMYM BOGIEM!!! Ta przysięga nie ma właściwie dla nich większego znaczenia. Wogóle sakrament małżeństwa traktują jak jakiś dodatek do życia. Jak jakąś jednorazową rozrywkę. Rozmawialiśmy także o wartościach jakie są dla nich najważniejsze. Oni pieniądze przekładają nad miłość. Można by słowami Henryka Sienkiewicza powidzieć: "Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz?". Mnie poprostu wtedy zatkało. Dla mnie to jest niezrozumiałe. Przecież pieniądze kidyś mąga nagle zniknąć, ktoś może Cie okraść, albo poprostu roztwonisz majątek. A prawdziwa miłość pozostanie na zawsze, nie opuści Cię w potrzebie. A cóż to jest za miłość która opiera się na pieniądzach? To nie jest miłość, to jest marna imitacja miłości nie dająca prawdziwego szczęścia, ale jedynie ułudę szczęścia. Trzeba wtedy uważać bo w pewnym momencie ta ułuda może zniknąć, a człowiek rozpędzony biegnąc w rozpustnym życiu może nie zauważyć przed sobą potężnego drzewa, które zwie się PRAWDA. Może wtedy zdrowo rąbnąć głową w to drzewo, a potem będzie płacz i "jak trwoga to do Boga".

Moja babcia z dziadkiem też niedawno obchodzili złotą rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa. To co widziałem w ich oczach było niesamowite. Tego nie da się od tak poprostu opisać, to można jedynie rozważać w zaciszu swego serca. Spojrzałem potem (nie wiem dlaczego) na mojego brata, który był z dziewczyną. To co widziałem w ich oczach, przejęło mnie do głębi. Jej spływały łzy po policzkach, a mój brat stał twardo na ziemi jakby zapuścił korzenie jakby coś go pożądnie przejęło. Ona wtulona wniego, on w nią. I tak stali przez cały obrzęd odnowienia przyżeczeń małżeńskich moich dziadków. Do dziś nie potrafię zgłębić tych obrazów jakie tam widziałem. To jest niesamowite przeżycie.
Małżęnstwo, aby przetrwalo , wzajemnie sie wspieralo na dobre i na złe, jak sprawić aby trawła Jednosć ?To przedewszyskim MIŁOŚC- nie akceptacja !. czasem sa zwierane związki tzw. z rozsądku_ czyli inaczej mowiac bez milosci , a skoro tak sie dizeje , akceptuje go , bo nie pije , nie pali, dobry , poczciwy, a miłosci nie ma to nic z tego nie jest i nie bedzie . Znam osobiscie małzenstwa , takie , jest ich wiele , ale sa bardoz nieszczęsliwe , bo zaakceptowaly przyszlego kandytdata na malzonka , potem czekaly na milosc jak sie rozwinie , ale pozostalo jedynie przywiazanie , rutyna , potem kłótnie , niedomówienia , ona oczekiwala na ,,coś " , czego sama nie dała , a oczekiwala ,,wszystko". Nie mozna życ bez milosci w malzeństwie , tym samym jednosć , nie moze zaistnieć skoro , wyszukiwac sie bedzie czegos , co rozdziela . Miłosc jest najwazniejsza , a skoro sie kocha małzonka , to nawet kocha sie jego wady.Miłosc w LIście do Koryntian 13, mozemy codziennie ja rozważać , wgłebiac sie , w slowa zapisane w Pismie Świętym , i podażąć tym krokiem jaki ślad takiej miłosc pozostawil nam Jezus, wpatrzyc sie w Jego miłosc do nas , grzesznych, slabych , ulomnych , zapatrzonych tylko w siebie . Małzeństwo staje sie w Sakramencie Małzenstwa , Jednym Ciałem , a kto pragnie , okaleczyc to cialo ? Kto okalecza ? Kto kocha , daje wszysko z siebie , jest jednosć , tolerancja , wyrozumialosc , szacunek. Jeśli Jedna strona jest chora ,,ten czlonek jednego ciała , to oddaje Bogu , aby uzdrowil , wspomógl swoja łaska . Kochac to jednoczyć sie , wspierac wzajemnie. Ustepowac nawet gdy sie nie ma racji, Pan daje to wszyko znieśc , bo taka jest miłosc , nie ślepa , nie glupia , ale ona nauczy , wiele. Boża milosc jest tym , że bez niej nie mozemy zyc , nie moze być jednosći , miłosci zgody.Całe zycie jest jedna droga , ktorą idziemy do Pana , a poniewąz Pan Bog łączy w sakramencie Malzenskim to dal nam druga osobę , i za nia jestęsmy odpowiedzalni, i za to ,,co zrobiliśmy z ta miloscia , ktora nam Pan dal ? KOchajmy mimo wszystko... To ciagła droga , ktora pielgrzymujemy
Taak to załatwia wszystko. To jest tak dużo i to jest taaaaaka wielka pomoc, że nie trzeba nic więcej robić


Mamy tu na myśli modlitwę. Semper najwyraźniej znów przejawia skłonności do obrażania Katolików i nie wierzy w moc modlitwy. Więc odpowiadam na jego śmiechy:
Modlitwa jest podstawową czynnością, którą możemy zrobić, ażeby pomóc drugiemu człowiekowi. Bo kto inny najlepiej mu pomoże, jak nie sam Bóg? Oczywiście masz rację, że nie jest to jedyna czynność, jaką możemy zrobić. Przede wszystkim powinniśmy zastosować się do słów Ignacego z Loyoli: "Ufaj tak, jakby wszystko zależało od Boga, ale działaj tak, jakby wszsytko zależało od Ciebie."- Te słowa są podstawą do działania w przypadku pomocy rodzinom patologicznym z naszego otoczenia.
Dla żony katowanej przez męża torzeczywiście błogosławieństwo za kltóre winna Bogu wdzięczność do grobowej deski.


A mąż nie jest sam w sobie dla żony błogosławieństwem, tylko jej dopełnieniem. Mylisz podstawowe wartości w małżeństwie. Błogosławieństwo Boga jest w sakramencie małżeństwa oficjalnym stwierdzeniem miłości tychże dwóch osób. Nic więcej, ponad to, może tylko, że jest jeszcze wyrazem Bożej radości z miłości.
Alkoholizm jest jednym z powodów przemocy domowej, ale nie jest ani powodem jedynym ani nie zawsze rozstrygającym . Nieprawdfą jest też, że przemoc domowa ogranicza sie tylko do taz. rodzin patologicxznych,


I w tym miejscu się z Tobą zgadzam. Alkoholizm nie jest jedyną przyczyną przemocy domowej, a ta przemoc jest nie tylko w rodzinach patologicznych. Przemoc może także odbywać się w aspektach psychologicznych w "dobrych" domach.
Anniko, nie mam powodu sie na ciebie gniewać, to jest tylko dyskusja, nie traktowałem tego jako gniew z twojej strony.

"Przez patologiczną niedojrazałość mam na myśli stan choroby, czegoś w rodzaju upośledzenia emocjonalnego. Chodzi o osoby, które nie mogą być nigdy do końca świadome konsekwencji związku małżeńskiego i wypływających z sakramentu obowiązków- nigdy więc nie będą w stanie w pełni podołać małżeństwu."




Myślę więc, ze w takim przypadku takie osoby nie powinny zawierać związków małżeńskich a jeżeli już to z osobą, która stoi mocno na nogach i wie czego się podejmuje. Chodzi o to by nie łamać sakramentu, przysiegi złozonej przed Bogiem, tylko dlatego, ze człowiek się rozmyślił i nie chce się dalej z taka osoba męczyć.

To może być np. efekt upośledzenia umysłowego, albo błędy wychowawcze, np. znam takiego faceta, którego mamusia tak wychowała, że w żaden sposób nie może bez niej żyć. "Dlatego opuści mężczyzna ojca swego i matkę swoją(...)" - on nie był w stanie tego wypełnić. Mamusię pytał nawet o kolor koszuli, jaką powinien kupić ...



W przypadku osób upośledzonych to nie wiem, czy oni mogą zawierać związki małżeńskie. Po pierwsze sami potrzebują opieki, a bardzo rzadko się zdarza by zdrowa osoba chciała zawrzeć związek małżeński z osobą upośledzoną umysłowo. Po drugie nie wyobrażałbym sobie samodzielnego życia dwojga osób, które są upośledzone umysłowo.Osobiście nie znoszę tego określenia, myślę, że to może być krzywdzące dla takich ludzi, lepiej używać określenia "porażenie mózgowe".

A co do wyjaśnienia tych kwestii przez osobe duchowną to jest to jak najbrdziej na miejscu i da się to chyba załatwić. Są przecież księża na tym forum, więc moga sie na ten temat wypowiedzieć.

Pozdrawiam
Zosia 11 napisała:
Dopiero teraz zobaczyłam post Tomasza.
Większe wyroki tak, ale z obowiązkiem resocjalizacji i jeśli jakakolwiek obniżka wyroku, to tylko po odpowiednim świadectwie psychologa prowadzącego resocjalizację, lub eksperta niezależnego, a nie na podstawie "dobrego sprawowania".



Właśnie Zosiu. Wyroki, resocjalizacja i wszystko pod odkładną kontrolą zarówno kuratorów sądowych jak i lekarzy. Nie wyklucza to jednak mozliwości istnienia związku małżeńskiego, ten czas na resocjalizację i leczenie mozna ująć w okresie separacyjnym, bez koniecznosci brania rozwodu. Chyba,że juz naprawde sytuacja jest na tyle krytyczna, że taka resocjalizacja osoby stosujacej przemoc napewno nie przyniesie żadnej zmiany w jej postepowaniu, wtedy mozna ze wzgledu na bezpieczeństwo rodziny wnieść wniosek o rozwód - ale to w ostateczności.

Więcej jest rozwodów w normalnych związkach małżeńskich niz w tych patologicznych.
A to świadczy tylko o jednym: rozwód to pozbycie sie problemu i jest dla niektórych jak splunięcie. A sam sakrament małżeństwa jest dla takich ludzi tym co dla ateisty istnienie Boga - zwykłą bajką, z której nic sobie nie robia, bo najwazniejsze to pozbyc sie problemu kosztem świętości, którą jest zarówno sam sakrament jaki rodzina uświęcona przez Boga.

Kto chce niszczyć świętość niech ma w swojej świadomości, że napewno każdy będzie rozliczony z tego co otrzymał od Boga, z rodzicielstwa lub ojcostwa także. Co powiedziec można Bogu na swoje usprawiedliwienie, gdy doprowadziło się do zniszczenia tego, co Bóg uświęcił, to co Bóg ofiarował danej osobie? Rozważcie to sobie bardzo dokładnie.

Pozdrawiam
Dla mnie to czas niezbędny i nie bardzo w ogóle sobie wyobrażam, jak by to wszystko miało bez narzeczeństwa wyglądać. Z jednej strony trudny [bo czekanie jest zawsze trudne], pełen pytań i wątpliwości, a z drugiej strony piękny swoją beztroską, radością, szczęściem i pełnym nadziei oczekiwaniem.

A co na to Kościół? Zobacz na przykład tu: http://www.opoka.org.pl/a...=opoka&id=11688

Narzeczeństwo dzisiaj – pod takim hasłem w Rzymie odbyło się sympozjum naukowe zorganizowane przez Wydawnictwo świętego Pawła i Stowarzyszenie Dar Życia. O kryzysie, jaki przeżywa narzeczeństwo oraz o jego wartości w perspektywie sakramentu małżeństwa dyskutowali teolodzy, psycholodzy oraz specjaliści od problematyki rodzinnej. W spotkaniu w siedzibie Radia Watykańskiego uczestniczył wiceprzewodniczący Papieskiej Akademii Życia. Biskup Elio Sgreccia nazwał narzeczeństwo „bezcennym czasem przygotowania do sakramentu małżeństwa”.

Tradycyjnie, narzeczeństwo daje możliwość poznania charakteru, temperamentu, pozwala na weryfikację uczuć. W obecnym pluralistycznym społeczeństwie potrzeba czasu umożliwiającego przyszłym małżonkom odkrycie łączących ich wartości, które następnie wspólnie będą wprowadzać w życie. Jest to także czas teologicznego przygotowania, ponieważ chrześcijańskie małżeństwo jest sakramentem. Obecnie często ślub ogranicza się tylko do ceremonii religijnej, a jego głęboki religijny sens zanika. Narzeczeństwo to także czas trwania w czystości, nierzadko dziś wyśmiewanej. Jednak i tę wartość świat odkrywa na nowo. Wróciłem właśnie z Ameryki Łacińskiej gdzie powstają stowarzyszenia narzeczonych, którzy podczas ceremonii w kościele przyrzekają sobie życie w czystości aż do ślubu. Dostają nawet legitymacje, na których jest napisane: prawdziwa miłość umie czekać.

Podsumuję i ja swoje wypowiedzi i na tym kończę dyskusję.
Kwestionujecie rzeczy, które kwestionowaniu nie powinny w ogóle ulegać. Usprawiedliwiacie rzeczy emocjami, uczuciami, czy nawet też nieumiejętnościa określenia tego, co się dzieje między zainteresowanymi osobami. Z toku tej dyskusji, można by wywnioskować, że skoro pewnego dnia mąż zakocha się w obcej kobiecie, to może swoją żonę zdradzić, bo przecież jego uczucia do tej obcej pani są na pewno szczere - bo któż zakochuje się na niby? Wiele razy na tym forum zostało powiedziane, że mimo wszystko mąż ten powinien zrobić wszystko by odciąć się od tego uczucia, powalczyć ze sobą, ze swoim ego i pozostać wierny żonie. Dla praktykującego chrześcijanina to chyba logiczne i proste jak budowa cepa, chociaż na pewno nie łatwe do zrealizowania, bo potrzebna jest silna wola i wola do walki z przeciwnościami. Ale to nie jest rzecz niemożliwa.
Małżeństwo i kapłaństwo jest na swój sposób sobie tożsame, ale o tym napisałam kilkanaście postów wyżej. Dlatego sytuację w/w męża można też przenieść i na kapłana. Ale widzę, że to chyba nie jest tak do końca jasne dla wszystkich i dochodzi tu do prób usprawiedliwiania się rzekomym prawdziwym i szczerym uczuciem. I proszę mi nie wmawiać, że tak nie jest. Skoro więc staracie się usprawiedliwiać tych ludzi na podstwie ich prawdziwości i szczerości uczuć do siebie i dywagujecie "a co jeśli..." to w takim razie jaki jest sens tych sakramentów: małżeństwa i kapłaństwa? I czy w ogóle mają sens. No i gdzie tu ta prawdziwa miłość, o której koleżanka Julka wyżej wspominała? Skoro zabrakło jej w małżeństwie, to czy przenosząc ją na kogoś innego zrobi się raptem prawdziwa?! Szczerze wątpię. Prawdziwa miłość, to jest właśnie wierność wbrew przeciwnościom losu.
Jeżeli jest się człowiekiem konsekwentnym, a nie smarkatym gówaniarzem i jeśli podjęło się już decyzję ostatecznie i wybrało tą a nie inną drogę swojego powołania, to powinno się przy niej trwać, nawet wtedy, jeśli przychodzi czas i refleksja, która podważa czy ów wybór był słuszny. Trzeba mieć trochę wiary i ufności w Boga, a nie we własne uczucia i emocje. Bo to Bóg ma sterować życiem człowieka, a nie emocje i wzniosłe uczucia.
Tyle z mojej strony.
Bardzo spodobała mi się wypowiedź jednego Olsztyniaka a propos małżeństwa:

Pilsener napisał:


Fajnie się bajdurzy o miłości, rodzinie, dzieciach, ślubach etc., kiedy ma się gdzie mieszkać, co jeść i nawet tą drugą połówkę, która toleruje takiego zafajdanego biedaka co pracuje 12 godzin a nawet nie ma samochodu, bo musi opłacić studia i stancję.



Kiedy się pobraliśmy, nie miałem pracy (żona mnie utrzymywała, studiowałem daleko od niej), nie mieliśmy mieszkania, potem pracowałem i po 12 godzin na dobę. Przy pierwszym dziecku, gdy kupilismy jabłko, ono jadło srodek, my obierki... O samochodzie nie było co marzyć. Małe dadyjko było pierwszym wielkim zakupem. Na początku małzeństwa nie mielismy szans na mieszkanie (trzeba było czekać tak ze 40 lat w kolejce).

Zone, męża się "nie ma", tylko się "jest z ". Ma się telewizor, samochów, psa. Z żona czy męzem sie po prostu jestm na dobre i na złe. Zwłaszcza na to "złe". Wtedy kochający przyjaciel jest niezwykle wazny.

Gdybym czekał, ąz sie dorobię... tobym dopiero niedawno się ozenił. Straciłbym najpiekniejsze lata zycia i najpiękniejsza lata miłości na... dorabianie się.

źródło: http://forum.wm.pl/viewto...b740d549e99a97c

Dzisiaj wielu, jeśli nie większość młodych ludzi nie chce brać ślubu, bo nie mają pieniędzy. Jak życie pokazuje, jeśli się kocha naprawdę, nie jest to wcale przeszkodą - ślub można wziąć zawsze, Sakrament jest za free. Tylko przecież jak państwo młodzi będą wyglądać - taki skromny ślub? Może bez wesela? Głupio przed rodziną, znajomymi?
Co się więc liczy? Miłość, czy opinia rodziny? Miłość, czy zorganizowanie niezapomnianego i bogatego weselicha? Jak widać, chyba w większości przypadków, ludziom zależy na tym drugim... Jaki w takim razie jest sens brania ślubu?
jaką częsc swojego ciała lubisz najbardziej ?


Ciężko powiedzieć, lubię każdą część swojego ciała :]

1. Co jest napisane na dnie puszki z Pepsi produkowanej w Polsce ?


nie mam pojęcia
2. Co to jest miłość ?


uczucie
3. A co to jest małżeństwo ?


sakrament
4. Ilu prawdziwych mężczyzn potrzeba do wkręcenia żarówki ?


jednego
5. Wiesz dlaczego Hitler się zastrzelił ?


nie do konca jest wyjasnione czy sie sam zastrzelil
6. Co mają wspólnego smoki i siedemnastoletnie dziewice ? (To jest najlepsze )

nigdzie sie juz ich nie znajdzie
7. Wiecie jaka jest różnica miedzy kobietą mającą okres, a terrorystą ?


nie ma roznicy
8. Kto to jest ginekolog ?


lekarz
9. Jaka jest różnica pomiędzy wrześniem a slipami ?


duża
10. Kiedy w Rumuni pies po raz ostatni widział kość ?


coraz bardziej nie mądre są te pytania ;]
11. Czy wiesz co to jest łóżko ? (uzasadnij)


wiem, łóżko to taki przedmiot na którym się śpi
12. Najlepszy środek odchudzający dla kolorowych ?


kolorowych tzn?
13. Z czego składa się węgiel ?


z niczego się już nie składa ponieważ jest pierwiastkiem
14. Jak się nazywa rosół z wielu kur ?


:] rosołem z kur wielu
15. Kto mówi wszystkimi językami świata ?


nikt
16. Ile możesz zjeść jajek na czczo ?


nie mam pojęcia
17. Jaki jest szczyt namiętności ?


hmmm
18. Co to jest: czarne i kopie ?
19. Jak się nazywa syn optyka ?
20. Wiesz czym się rożni seks od klocków Lego ?
21. Co wspólnego ze sobą mają pijana kobieta i Fiat 126p ?
22. A co otrzymamy, gdy do wódki dodamy wody z ogórków ?
23. Z czego składa się łyżka ?
24. Co można z jednej strony lizać, a z drugiej przyklepywać ?
25. Jak długo żyje mysz ? (Na to nie odpowiesz )
26. Państwo w Europie na K ?
27. Co powiedział jeż schodząc ze szczotki ryżowej ?
28. Jak brzmiało AUTENTYCZNE hasło reklamowe polskich prezerwatyw przed wojną ?
29. Dlaczego bocian ma czerwony dziób?
30. Co to jest: Ma 2 kilometry i sra po rowach ?


dobra wymiękłam :] na wiecej pytan tego typu nie odpowiadam
Powiem tak - dla mnie ogół rytuałów, niezależnie od religii stanowi jedynie swoistą symbolikę, grunt dla emocji. I w zależności, ile chcesz z tego wziąć dla siebie, tyle wchłoniesz.

Sakramenty, jako bezpośrednio doświadczane, wzbogacają sferę duchową, bowiem ma się nie tylko świadomość istnienia Boga, ale i w Boskim cudzie stworzenia współuczestnictwa. To naprawdę doniosłe przeżycie, umacniające w wierze niejednego, a mistycyzm w sakralności tej obecny wtłacza w życie iskrę magii i wzniosłości.

Mimo iż w gruncie rzeczy sakramenty stanowią zbiór śmiesznych gestów i utartych formułek, niewłaściwym jest się z nich wyśmiewać i szydzić. Służą bowiem idei i to dość słusznej, zebranej skrzętnie w dekalogu.

Chrzest - zasadniczo powinno się chrzcic dorosłych, ale mnie to obojętne. Poprzes chzest, w końcu nieświadomy, nie zaczyna się nasza przynależność do KK. Co innego z naszymi rodzicami. Dla nich to niesłychanie istotny moment w całym ich żywocie. To dziecko, które móg im darował, niosa teraz jemu, aby oddać w opiekę. Da mnie to piękne. Już od zarania rodzice opiekują się nami najlepiej, jak potrafią i dzielą się już na początku największym skarbem jaki mają - wiarą.

Co do wychowania w wierze. Dewotyzm jest naiwny w swej ortodoksji i szybko zorientować się można, że coś jest nie tak. Ateizm jest względny, zależy od człowieka, czy się nie zgubi. Czym innym jest prawdziwa wiara, która dobrze pojęta nie uzależnia, daje wolność, upiększa i wznosi człowieka.

Eucharystia - wspaniałe przeżycie i dla dzieci, i dorosłych, czar dziewiczej niewinności, gorliwych śpewów i pierwszego świadomego już rytuału. Mimo, iż ja akurat nigdy nie odczuwałam obecności siły wyższej nade mną, sprawującej doskonałą kontrolę, dostrzegam ją wyraźnie obok siebie. Warto było to przeżyć. To było piękne.

A otoczka konsumpcji jest tu już sporym błędem. Wychowywać dzieci na chciwców - nie leży w zamiarze chrześcijan.

Bierzmowanie - nie wiem, nie miałam. Imię wybiorę sobie ekscentryczne. Również niesie w sobie podniosłość, dla prawdziwe wierzącego - moment przełomowy, dla innych - niepotrzebny obrządek, służący pozyskaniu korzyści majątkowych. Cóż i tak bywa.

Namaszczenie chorych - Człwoek, umierając może zaznać ulgi i spokoju. Może być szczęśliwy i ufnie spoglądać w przyszłość. A niechby nawet jej nie było, cóż z tego? Nie możemy przecież odgadnąć. Uważam, że odbierać ludziom możliwość radosnej śmierci byłąby draństwem. Chcecie umierać ponuro - umierajcie, ale nie wymagajcie tego od innych.

Małżeństwo - toż to cudem jest siebie komuś ofiarować. Ponadto cała ceremonia niesie ze sobą wzruszenie i wielką radość zarazem. Czemu by ludzie nie mieli się cieszyć? Chociaż tego jednego dnia?
Widzę, że zmienił się ton wypowiedzi, czy to za moją sprawą? Jeżeli pisać o kimś, to tylko w jednym czy kilku przypadkach. Tu zostalo dokonane uogolnienie, które jest krzywdzące, szczególnie tą grupę zaufania społecznego, jaką są duchowni! Żaden ksiądz nie jest święty i wolny od pokus to zwyczajny człowiek, któremu został podarowany niezwyczajny dar - kapłaństwo. Jednak jak każdy człowiek może dokonac zdrady, tak samo zdrady w małżeństwie, tylko tych ostatnich jest jednak niewspółmiernie wiecej. Nie przekreślam człowieka, on wybrał taką drogę i za swoje decyzje musi ponosic odpowiedzialność. Jeżeli miał prawdziwe powołanie, to wyobrażam sobie co musi teraz przezywac jako człowiek, kapłan - bo nim pozostanie do konca życia, maż i ojciec rodziny. Kapłaństwo wywiera niesamowite pietno w zyciu człowieka, i gdy przychodzi kryzys, a takich nie mało, gdy korzenie jego misji są podcinane przez życzliwych parafian, to łatwo takie drzewo kapłaństwa przewrócić. To że porzucił kapłaństwo dla kobiety i dziecka, to według mnie przejaw dojrzalosci i odpowiedzialnosci za swoje decyzje, nawet te błedne. Wielu ludzi zyje w zakłamaniu, czy to w małżeństwie, czy tez niektórzy w kapłaństwie, i wielu brakuje odwagi do tego by sie przyznac do błedu przed samym soba i przed Bogiem - konsekwencją jest kryzys sakramentu pokuty, który wyzwala w człwoieku prawde o nim samym i pozwala zacząc od nowa. gdyby wielu chcialo to zrozumiec to bysmy z konfesjonałow nie wychodzili. Kryzys w kapłaństwie ma wiele przyczyn, i tu potrzeba wsparcia modlitewnego i zwykłej życzliwości ludzkiej, której sami na co dzień co raz trudniej doświadczamy. Czesto zarzuca sie nam brak zyczliwosci, to prawda ale ja nie moge byc zyczliwy za cene klamstwa, bo będzie ze mnie fajny ksiadz. Popularność raczej owieczek nie przymnoży, bo gdy bedzie trzeba stanać w prawdzie, opustoszeje owczarnia z okłamywanych owiec. Teraz pisze o sobie: nigdy za cene popularnosci nie zrezygnuje z prawdy i jej gloszenia, bo to by bylo zdrada Jezusa i Jego Ewangelii. Lepiej miec zdeklarowanych wrogów niz fałszywych przyjaciół! BO KU WOLNOSCI WYSWOBODZIL NAS CHRYSTUS, a prawdziwa wolnosc to prawda o nas samych. Oczywiscie wsród ksiezy są przypadki zniewolenia, przez pieniadze itp rzeczy, tylko nasuwa sie mi pytanie: ile razy modliłes/aś sie o dobrych kapłanów, bo jak sie modlicie takich tez kapłanów macie, oni sie z księzyca nie urwali, tylko wyszli spośród nas, jakie społeczeństwo tacy kapłani. Zamiast krytykowac i eksponowac błedy moze czas wziać sie do modlitwy. Prawda nie zawsze jest wygodna, czasami zaboli ale staje sie wyzwoleniem.
P.S. Znowu sie rozpisałem, ale czy nie lepiej wiedziec wiecej niz nie wiedziec niczego???!!!
Boszzzzzz a do mnie dopiero wczoraj dotarło jaką głupotę zrobiliśmy - ślub 15 października o 18.00 -toż to już ciemno bedzie zanim my wejdziemy do kościoła, potem msza z sakramentem małżeństwa to jak my wyjdziemy z kościoła to już zupełna nocka będzie, co ja narobiłam
Takie pytanie. Jestes moze ksiedzem? Albo kaplanem jakiegos innego wyznania?

Zapytaj innych, mnie o to nie pytaj.

Czy nie uwazasz, ze celibat jest niewlasciwy? Jaki jest Twoj stosunek do tego? Przeciez w Pismie sw. nie ma zadnych zapiskow o podobnych praktykach. Jest to rzecz wymyslona przez ludzi.

Bliźni i tu masz zonka:

Mt 19,12:
Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!

1 Kor 7,32-33:
Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie.

Z tego co pamiętam w którymś z odłamów Chrześcijaństwa celibatu nie ma... pamięta ktoś w jakim?

W protestantyźmie i częściowo w prawosławiu.

Co do spowiedzi - nie przeszkadza mi to. Jezeli ksieza zachowuja tajemnice spowiedzi, nie mieszaja sie w prywatne zycie kogokolwiek tylko zadaja pokute i skrytykuja zle czyny nie widze w tym problemu.


Wiesz że za niedotrzymacie Tajemnicy Spowiedzi grozi kara ekskomuniki? Piśniesz jedno słówko osobie trzeciej o czyiś grzechach i out z Kościoła. W historii byli tacy który za dotrzymanie tajemnicy spowiedzi dali życie, chociażby św. Jan Nepomucen.

Tak na marginesie dyskusji, spowiedź jest dość powszechnie skutecznym elementem rozładowywania tłumionych w sobie uczuć.



Spowiedź to często forma terapii. Zwykle jest tak, że im więcej ma się na sumieniu tym trudniej o tym mówić. Ale jaka ulga i komfort psychiczny, gdy ktoś ci powie, że tak, że masz wybaczone.



Sakrament Spowiedzi jest jednym z dwóch sakramentów uleczenia (drugim jest Namaszczenie Chorych), Spowiedź to taka nazwa pochopna, lepszymi jest np.: "Sakrament Pokuty i Pojednania" albo "Sakrament Nawrócenia."
Spowiedź to często forma terapii. Zwykle jest tak, że im więcej ma się na sumieniu tym trudniej o tym mówić. Ale jaka ulga i komfort psychiczny, gdy ktoś ci powie, że tak, że masz wybaczone.



A więc spowiedź to tylko takie oszustwo? Bo mówi się człowiekowi, że Bóg mu odpuszcza, żeby się uspokoił. Tak by wynikało z tego, co napisałaś (w dość przewrotnej interpretacji), to tak, jak tabetki z cukru na grypę. Czyste placebo?

Bliźni i tu masz zonka:

Mt 19,12:
Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!



Pastores, trochę wcześniej w tym wątku zanegowałeś wartość jednego z listów z Pisma Świętego, jako nieaktualny i nie pasujący do obecnych czasów. O, tu:

Pozatym kiedy św. Paweł pisał te słowa, sytłuacja była zupełnie inna.



Chyba w ten sposób całkowicie zablokowałeś sobie drogę do podpierania się Biblią w tej sprawie. Bo kiedy pisano słowa, które Ty zacytowałeś, sytuacja też była zupełnie inna.

Prawdę mówiąc kwestia spowiedzi nie irytuje mnie tak bardzo, jak parę innych w kościele. Nie pasuje mi, że kościół żywi się strachem swoich podopiecznych (nawet jest to w tym temacie - uczestnikowi dyskusji nie chodzącemu do spowiedzi sugeruje się strach przed sakramentem), mówiąc, co jest dobre, a co złe. Nie pasuje mi też, że mój kolega, siostrzeniec czy bratanek księdza, pokazywał mi z dumą zdjęcia nowego tabernakulum ich światyni, warte, bagatela, siedemdziesiąt tysięcy złotych. A na zewnątrz kościelnych wrót żebrzą ludzie o złotówkę. Ot, oto kościół w wydaniu rzeczywistym. Ogromne bogactwa zaprzepaszczane na wystrój Bożych świątyń.
oj....ostro
Co mam myśleć o facetach którzy zdradzają swoje żony ? To co napisałem wcześniej...nie panują nad swoim popędem-ja też nie panowałem.Dlaczego zdradzałem ? Dlatego,bo seks traktowałem instrumentalnie.Seks był dla mnie sposobem podnoszenia swojego ego.W czasach obecnych większość ludzi w ten sposób seks traktuje.Dlatego tak duża ilość zdrad,rozwodów,niechcianych dzieci a co za tym idzie walka o możliwośc zabijania nienarodzonych.Z każdego zakątka ulicy,kiosku ruchu,telewizji,reklam wyłania się obraz dla przeciętnego człowieka....szalej na maksa,życie ma się tylko jedno itp.Piszesz o tragedii zdradzanej kobiety w ciąży.Druga kobieta jest wspólniczką zdrady.Gdy zdradzałem swoją zonę,zdecydowana większość kobiet wiedziała ,ze jestem żonaty.Dla nich seks też był chwilą zaspokojenia się. Do takich chwil,niezbędna jest antykoncepcja,by nie pojawilo się tzw.niechciane dziecko.Kłamię w czymś? Opowiadam o sobie....
Powtórzę jeszcze raz.Gdybym w swoim związku małżeńskim,potraktował seks,jako coś co dane mi zostało przez Boga,przez niego pobłogosławione w czasie sakramentu małżeństwa,gdybym czekał na te chwile z utęsknieniem tak jak to robię teraz,gdybym szanował mojej żony słowo "kochanie nie dzisiaj",gdyby środki antykoncepcyjne nie służyły do zachcianek itd. nie doszłoby do wielu złych rzeczy...powtórzę jeszcze raz-biorę pełną odpowiedzialność za zło do którego dopuściłem.
Nie wiem dlaczego Was tak bulwersują moje słowa....czyżby jakieś obawy?Przecież używacie środków antykoncepcyjnych i jest ekstra.Bóg,niech się nie miesza w nasze-Wasze życie.Niech sobie zostanie za tymi drzwiami ozłoconych kościołów.My przecież wiemy,co jest dla nas dobre.A ksiądz?Kto to jest? Jak się ma wypowiadać w sprawach o których nie ma pojęcia? itd,itd....Kiedyś Chrystus zapłakał nad losem człowieka,On wiedział,że człowiek podlega złu i trudno mu przyjąć miłość jaką ofiaruje Chrystus....

>